Ubezpieczenie dożywotnie

Ubezpieczenie dożywotnie czy terminowe, które lepsze?

Udostępnij

Najczęściej pojawiający się dylemat, jaką polisę na życie wybrać. Ubezpieczenie dożywotnie służy do czegoś innego. Ubezpieczenie terminowe ma inne zastosowanie. Które jest lepsze? Które jest tańsze? Przekonaj się sam.

Najczęściej pojawiająca się w internecie klasyfikacja ubezpieczeń na życie sprowadza się do opisu długości jego trwania. To nic, że niczego to nie wyjaśnia. To nic, że nie jest to najważniejsze kryterium, którym trzeba się kierować…
Dlatego dziś na czynniki pierwsze rozkładam dwa najczęściej opisywane w sieci typy polis: dożywotnie i terminowe.

  • dożywotnie ubezpieczenie na życie, które działa bezterminowo (przynajmniej teoretycznie)
  • terminowe ubezpieczenie na życie, które działa w dokładnie określonym czasie

Wypłacą pieniądze z ubezpieczenia na życie?

Na początek, najważniejsze zastrzeżenie. Firma ubezpieczeniowa, w jednym i drugim rodzaju polisy wypłaci pieniądze w przypadku śmierci ubezpieczonego.

Dlaczego o tym piszę? Z prostego powodu. Ludzie z którymi rozmawiam, bardzo często szukają zabezpieczenia, które gwarantować będzie pieniądze w chwili dotarcia do końca życia. Najczęstszym skojarzeniem w tej sytuacji jest program dożywotni. Nie ma tu błędu. Takie potoczne myślenie jest w pełni uzasadnione.

Tymczasem w obu typach ubezpieczeń, dożywotnim oraz terminowym, dojdzie do wypłaty świadczenia ubezpieczeniowego, gdy śmierć nastąpi w czasie ochronnym. I cała klasyfikacja opiera się właśnie na pojęciu czasu.

Ubezpieczenie dożywotnie, czyli do końca

Ubezpieczenie dożywotnie rozpoczyna się w konkretnym dniu i trwa teoretycznie do późnej, bardzo późnej starości. No chyba, że zajdą okoliczności (śmierć), które sprawią, że rodzina otrzyma przelew.

Zawsze warto jednak czytać warunki ubezpieczenia. Czasami możesz się bowiem natknąć na zapis, że polisa jest dożywotnia, ale nie dłużej niż do 99 roku życia.

Bez obaw, nie jest to nadużycie firmy ubezpieczeniowej. Patrząc na średnią długość życia w Polsce, prawdopodobieństwo zajścia zdarzenia ubezpieczeniowego w tym czasie, jest niespełna stuprocentowa. Warto jednak to wiedzieć przed zawarciem ubezpieczenia dożywotniego.

Ubezpieczenie terminowe, czyli na konkretny czas

Wybierając terminową polisę na życie, umawiasz się z Towarzystwem, że rozpoczyna ochronę w konkretnym dni i kończy w dokładnie określonym terminie. Jeśli w tym czasie dobiegnie finiszu wędrówka po tym świecie, wskazana osoba (lub osoby) otrzymują opisaną w ubezpieczeniu kwotę.

Dobrze rozumujesz, w tym drugim przypadku, jeśli dojdzie do śmierci dzień po zamknięciu polisy, nie będzie wypłaty.

Czyli to pierwsze jest zdecydowanie lepsze! No nie koniecznie…
Dodatkowo, oba typy polis różnią się ceną. I to bardzo się różnią. Jak myślisz, która jest tańsza?

Ubezpieczenie dożywotnie

W ubezpieczeniu dożywotnim oraz terminowym, dojdzie do wypłaty świadczenia ubezpieczeniowego, gdy śmierć nastąpi w czasie ochronnym. I cała klasyfikacja opiera się właśnie na pojęciu czasu.

Liczymy pieniądze

Załóżmy, że zastanawiasz się nad terminowym ubezpieczeniem na życie na 200.000 złotych na 25 lat. W kręgu zainteresowania pojawia się też identyczna polisa bezterminowa.

W polisie terminowej firma ubezpieczeniowa oblicza, że ryzyko wypłaty pieniędzy w ciągu najbliższych 25 lat kosztuje np. 45 zł miesięcznie. Kalkulacja jest prosta. Na podstawie tabel życie dla całej populacji, ocenia się koszt ochrony. Sumując wszystkie składki wychodzi, że gotowość wypłaty 200.000 zł kosztować będzie przez ćwierć wieku około 13,5 tys (45 zł x 12 miesięcy x 25 lat).

Jak myślisz jakie jest ryzyko wypłaty z dożywotniej polisy na życie? Masz rację, jest to 100 procent. W tym przypadku towarzystwo nie pyta już, czy dojdzie do śmierci w czasie trwania ochrony. Zasadnicze pytanie to: kiedy ona się wydarzy?

W teoretycznym modelu takiego ubezpieczenia (przy założeniu, że firma ubezpieczeniowa nie jest organizacją charytatywną) suma wszystkich składek powinna wynieść nie mniej niż 200.000 zł, czyli nie mniej niż suma ubezpieczenia. Miesięczny koszt takiej polisy byłby więc astronomiczny.

Co robią, byś kupił ubezpieczenie dożywotnie

Towarzystwa ubezpieczeniowe stosują, kilka sposobów, by ubezpieczenia dożywotnie było w zasięgu finansowym klientów. Opiszę trzy najczęściej występujące.

Towarzystwo ubezpieczeniowe ustala składkę w polisie dożywotniej np. na 120 zł miesięcznie. Wtedy 45 zł, każdego miesiąca pokrywa realne ryzyko ubezpieczeniowe. Reszta inwestowana jest przez firmę (np. na giełdzie). Chodzi o to, by obracając tymi pieniędzmi, zarobić wystarczająco dużo na pokrycie cztero lub pięciokrotnie wyższego ryzyka śmierci, gdy klient osiągnie jesień swojego życia.

Jeśli towarzystwo zarobi na tych operacjach, to bardzo dobrze. Klient nie zauważy całego mechanizmu. Jeśli jednak firma niefortunnie zainwestuje, może poprosić ubezpieczonego o pokrycie różnicy w koszcie ochrony. Może też zaproponować obniżenie sumy ubezpieczenia z 200.000 zł do np. 50.000, bez dodatkowych opłat.

Innym modelem jest systematyczne podnoszenie składek wraz ze wzrostem ryzyka ubezpieczeniowego (wraz z wiekiem klienta). Czyli w polisie dożywotniej startujemy z naszych 45 zł miesięcznie i dochodzimy do wielokrotności tej składki. W efekcie człowiek w pewnym momencie rezygnuje z opłacania bardzo wysokich składek i zamyka polisę, która – w zamyśle – miała być dożywotnia.

Trzecie podejście, to obniżane sumy ubezpieczenia, przy stałej składce. Czyli startujemy z sumą ubezpieczenia na życie na poziomu 200.000 zł i co jakiś czas (np. co pięć lat) wartość ta jest zmniejszana, aż dochodzi do minimalnego gwarantowanego poziomu.

Oczywiście mogą też być różne mieszanki tych modeli.

Tu nie ma cudów. Firma ubezpieczeniowa nie będzie dokładać do twojej polisy. Ten biznes musi zgadzać się matematycznie.

Ubezpiecznienie w wypadku

Przykłady polis bezterminowych

Podam przykład. Mama mojej znajomej ma polisę bezterminową. Co pięć lat koszt ochrony (składka) był przeliczany na nowo. Po przejściu na emeryturę, jej składka automatycznie wzrosła o 30 zł, a suma ubezpieczenia na życie spadła z 60.000 zł do 8.000 zł.

Spotkałem człowieka, który ze swoją polisą dożywotnią, co dziesięć lat zapraszany jest na badania lekarskie. Dzięki temu firma precyzyjnie ocenia, jak wzrasta ryzyko ubezpieczeniowe. A dokładniej mówiąc, w jakiej kondycji jest klient. W zależności od wyników badań, ustalana jest wysokość składki. W skrajnej sytuacji, umowa może być przez firmę wypowiedziana.

Tu nie ma cudów. Firma ubezpieczeniowa nie będzie dokładać do twojej polisy. Ten biznes musi zgadzać się matematycznie. Szerzej opisałem to, dwa lata temu, w tekście: Ubezpieczenie na życie, jak to działa?

Do czego jest ubezpieczenie terminowe versus dożywotnie

Zacznę od tego, do czego to ubezpieczenie nie jest. Ubezpieczenie na życie nie służy do tego, by zarobić na śmierci(!).

Ubezpieczenie na życie jest po to, by zminimalizować skutki finansowe nieszczęścia. Inne ciężary spadają na rodzinę, dzieci, znajomych, gdy kończy się życie 85-latka. W innej sytuacji materialnej znajdzie się rodzina, gdy umiera 35-letni ojciec dwójki przedszkolaków.

O czym innym myśli młode małżeństwo, które potrzebuje polisy pod kredyt, który zostanie spłacony za 25 lat. W całkiem innej sytuacji znajdzie się osoba, która za chwilę przejdzie na emeryturę, a nie ma oszczędności na ostatnią, rodzinną uroczystość, w której będzie niemym uczestnikiem.

Inne koszty poniesie rodzina, gdy senior-emeryt będzie miał czas na poukładanie wszystkich spraw finansowych (np. wprowadzenie planu sukcesji), po to by uniknąć wysokich podatków. Inne koszty pojawią się dla najbliższych, gdy nagle, wraz z przejęciem 500.000 zł udziałów w spółce, po śmierci właściciela firmy, trzeba będzie zapłacić podatek.

Bardzo upraszczając sprawę, można przyjąć, że ubezpieczenie terminowe przyda się wtedy, gdy śmierć nagle zaskakuje. Ubezpieczenie dożywotnie pomyślane jest na sytuację naturalnego cyklu biologicznego.

Chciałbym powiedzieć, że sprawa wyboru ubezpieczenia na życie jest prosta. Ale ona prosta nie jest. Kiedy porozmawiasz z rzetelnym agentem ubezpieczeniowym do którego masz zaufania, sam się zresztą przekonasz.

Gorące teksty


ubezpieczenie na życie

Cud ubezpieczenia

Udostępnij

Jakich cudów może dokonać kilka monet i podpis złożony na polisie. Zatrzymałem się nad wspomnieniami jednego z nestorów branży ubezpieczeniowej w Stanach Zjednoczonych. Poruszający kawałek życia z lat 50 ubiegłego stulecia. Cud ubezpieczenia wygląda tak…

Tekst o „Cudzie ubezpieczenia” przeczytałem na blogu Maurica L. “Maury” Stewarta. Najpierw poruszająca historia, a potem napiszę dwa słowa o jej autorze.

Ameryka wielkich samochodów i wielkich możliwości

Wszystko działo się na początku lat 50 ubiegłego stulecia. Maurice trafił do wojska, a konkretnie do wojsk lotniczych. Tam została mu powierzona poważnie brzmiąca funkcja oficera do spraw personalnych. Na początku nasz bohater nie wiedział, z czym to się wiąże. Wkrótce jednak miał się przekonać.

W tamtym czasie, do służby w lotnictwie wprowadzany był nowy typ samolotu, odrzutowy bombowiec B47. Na początku maszyna nie miała zbyt dobrej sławy. Samolot nazywany był latającą puszką z paliwem owiniętą setkami mil kabli. Pech chciał, że jeden z samolotów eksplodował w powietrzu. W katastrofie zginął pilot z bazy, w której służył Maurice.

Naszemu bohaterowi przypadł obowiązek odwiedzenia żony oficera. Wraz z kapelanem jednostki, Maurice wybrał się do wdowy, która mieszkała w Chicago.

Wizyta, tragedia, nowa droga

Oprócz smutnych wiadomości, wojskowi mieli przekazać też kobiecie dwa czeki. Pierwszy na 20.000 dolarów z rządowego ubezpieczenia i drugi na 10.000 dolarów z polisy komercyjnej, którą miał pilot. Maurice wspomina, że nie była to zawrotna suma. Nawet na rok 1952, gdy dolar miał nieco inną wartość niż dziś.

ubezpieczenie na życie

Było wiadomo, że wdowa ze swojej pensji oraz pieniędzy z ubezpieczenia, nie będzie w stanie wyżywić całej rodziny. Pieniędzy wystarczyło na utrzymanie w domu zaledwie dwójki dzieci.

Było wiadomo, że wdowa ze swojej pensji oraz pieniędzy z ubezpieczenia, nie będzie w stanie wyżywić całej rodziny. Pieniędzy wystarczyło na utrzymanie w domu zaledwie dwójki dzieci. Pozostała trójka rodzeństwa została rozdzielona po kuzynach, którzy zgodzili się zająć maluchami. Rodzina została na zawsze rozbita.

Ubezpieczenia? Co też przyszło ci do głowy?!

W drodze powrotnej do bazy Maurice z kapelanem wojskowym zatrzymali się na filiżankę kawy w przydrożnym barze. Wtedy ksiądz zapytał go, czy już wie, czym się zajmie po zakończeniu służby w wojsku. Maurice odpowiedział, że czuje wstręt do biurokracji więc prawdopodobnie zostanie sprzedawcą czegokolwiek.

„Czyli zamierzasz sprzedawać ubezpieczenia?”, odezwał się kapelan. Zdziwiony Maurice dopytywał, skąd taki pomysł? Na co ksiądz powiedział „Pozwól, że o coś zapytam. Jeśli przywiózł byś dziś Marry czek ubezpieczeniowy na 100.000 dolarów, myślisz, że udało by się zachować tę rodzinę razem?” To popchnęło Maurica Stewarta do ubezpieczeń.

Maurice L. “Maury” Stewart wie co mówi

Maurice przez lata kontaktował się z wdową z Chcago. Marry zmarła pięć lat temu. Nigdy nie udało się jej zarobić tyle, by wszystkie dzieci zamieszkały z powrotem razem.

Maurice Stewart grał w baseball w szkole, pilotował samoloty wojskowe w Korei. W 1952 roku zajął się sprzedażą ubezpieczeń w Kansas. Wreszcie został konsultantem zarządu firmy ubezpieczeniowej Penn Mutual w której rozpoczynał karierę.

Prawo autorskie do zdjęcia: duha127 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Często odwiedzane


Ubezpieczenie dla partnera

Mamusiu, co zrobimy, gdy tatuś odejdzie?

Udostępnij

Zobacz zwyczajną historię z ostatniego roku. Prawdopodobnie, będziesz miała więcej szczęścia. Żona mówi, że czasami przesadzam… Ja tylko rozmawiam z ludźmi. Każdy ma swój rozum, prawda?

Przed rokiem spotkaliśmy się na grillu u znajomych żony. Nazywaliśmy ich żartobliwie M2.. Bo to Magda i Mikołaj /*. Jeśli przekroisz jabłko i przyłożysz do siebie dwie połówki, tak byli dopasowani.

Ale odjazdowa para

Gdy ona lubiła słodką herbatę, on pił tylko gorzką. Gdy on lubił sobie pospać, ona wstawała o 5:00. Jeśli ona rzucała ciuchy na podłogę w łazience, on składał równiutko skarpetki, które wkładał do pralki. Czyli dobrali się idealnie.

On pracował w centrum logistycznym pod Wrocławiem. Ona opiekowała się dzieckiem, a przy okazji piekła ciasta. Przepyszne! Niejeden miał okazję się o tym przekonać, bo sprzedawała czasami swoje przysmaki.

Jak to na grillu, rozmawialiśmy o wszystkim. Wiedzieli, jakiego bloga piszę, więc zeszło na filozoficzne pytanie: „Ile warte jest moje życie?”, zapytał Mikołaj. A gdyby miał polisę na życie na milion, to opłaci się żoneczce wrzucić suszarkę do wanny, gdy będzie się kąpał, zastanawiał się.

Liczymy pieniądze (ubezpieczenie na życie)

Na serwetce szybko policzyliśmy ile on zarabia, jak długo będzie pracował, ile żona będzie z niego miała i podobne. Wyszło, że Magdzie nie opłaca uśmiercać męża (nawet, gdyby miał tak ładne ubezpieczenie na życie).

Do emerytury Mikołaj będzie przynosił jej swoją wypłatę, czyli razem 2.300.000 zł. Tak licząc w przybliżeniu. (W teorii ubezpieczeń, nazywa się to interesem ubezpieczeniowym, o czym więcej pisałem Ubezpieczenie na życie, po co mi ono potrzebne?).

Ubezpieczenie dla partnera

Do emerytury Mikołaj będzie przynosił jej swoją wypłatę, czyli razem 2.300.000 zł. Tak licząc w przybliżeniu.

To był naprawdę udane popołudnie. Do domu wróciliśmy z sernikiem. Potem kontakt, jakoś się urwał.

Rok później

Żona spotkała przypadkiem Magdę na początku sierpnia.
Ta zapytała, czy nie potrzebuje słoika jagód, bo przywiozła od rodziców… Do Wrocławia przyjeżdżała co dwa tygodnie. Przywoziła jagody, wcześniej jajka. Na jagodach wyciągała nawet 300 zł. Ale wożenie jajek nie było zbyt opłacalne. W międzyczasie sprzedała mieszkanie i zamieszkała z synkiem u rodziców. Miała jednak problem ze znalezieniem przedszkola dla małego. Trochę ją to martwiło, bo za chwilę miała rozpocząć pracę. Ludzie mówią, że ciasta nadal robi pyszne. Na początku roku Mikołaj zmarł… Synek często pyta Magdę, kiedy tata wróci ze szpitala?

Gdybym nie wiedział, to luzik

Niby zwyczajna historia. Ale, jeżeli znasz dokładnie sytuację, to lekko paraliżuje. Widziałem na tej serwetce z liczbami, w jakim miejscu Magda się nagle znalazła. Wiem, ile potrzebowała każdego miesiąca na rachunki.

Bez sensu będzie gadanie, a mogli zrobić to, czy tamto. Przecież to tylko liczby. Żona mówi, że przesadzam. Też tak myślisz?

/* imiona przezornie zmieniłem

Prawo autorskie do zdjęcia: dobledphoto / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty


Ubezpieczenie od urodzenia dziecka

Ubezpieczenie od urodzenia dziecka, zgniłe jajo?

Udostępnij

Polisa od urodzenia dziecka, to chyba najczęściej pojawiająca się myśl wśród młodych ludzi. Czy to ma jakąś wartość? A może to zwykła wydmuszka lub zwyczajne zgniłe jajo? Licz pieniądze.

Znam człowieka, który się wścieka, gdy słyszy o ubezpieczeniach od urodzenia dziecka. Polisy mają chronić od nieszczęścia! A narodziny dziecka to przecież szczęśliwa chwila… On nie cierpi tego typu ubezpieczenia.

Ubezpieczenie od urodzenia dziecka

Zastanawiałem się, na czym polega fenomen takich polis. Faktycznie, najczęściej gdy słyszę rozmowy o ochronie, pada pytanie o zabezpieczenie w przypadku urodzin (nie chodzi o antykoncepcję).

Myślę, że jest to spadek po minionej epoce. Wcześniej, dużo osób w swoich fabrykach i urzędach miało wykupione podstawowe ubezpieczenia grupowe, których jednym z elementów była tego ta ochrona. Kto nie słyszał o ubezpieczeniu od złamanej ręki i nogi, śmierci teścia oraz o ubezpieczeniu od urodzenia dziecka?
W domach się o tym rozmawiało, więc pojęcie te jest znajome. A skoro ojciec miał takie ubezpieczenie, jego ojciec też miał, to i ja też chcę takie…

Jak to działa?

Zasada jest prosta. Polisę kupuje kobieta (która nie jest w ciąży, to ważne zastrzeżenie) lub oboje partnerów, którzy w przyszłości rozważają powiększenie stada. Świadomie lub przypadkowo, nie ma znaczenia.

Gdy na świat przychodzi nowy człowiek, rodzic (lub rodzice) udają się do towarzystwa ubezpieczeniowego, a to wypłaca umówioną kwotę. Ze swojej idei, pieniądze mają iść na pokrycie poniesionych już wydatków związanych z porodem. Rodzinna sala porodowa, opieka położnej lub wizyty u lekarza.

Zazwyczaj jednak te wypłaty nie są zbyt wysokie. Więc pokrywają część kosztów okołoporodowych. Już o zwolnieniach lekarskich, procedurach przy ciąży zagrożonej i innych, nawet nie wspominając.

Ile za dziecko można dostać?

Najpierw wprowadzenie. Ubezpieczenie od urodzenia dziecka zazwyczaj dodawane jest do ubezpieczeń grupowych oferowanych dla konkretnej grupy ludzi (jak sama nazwa wskazuje). Najczęściej są to pracownicy w jednej firmie. Czyli, oprócz złamanej ręki i nogi, śmierci teścia jest jeszcze dodatkowy element pod nazwą „urodzenie dziecka”.

Bardzo upraszczając temat ubezpieczeń grupowych (więc proszę na mnie nie wieszać psów, bo typu ubezpieczeniami zajmę się w osobnej serii tekstów), tak więc – bardzo upraszczając – sumy ubezpieczenia nie są w grupówkach zbyt wysokie. Stąd też najczęściej biorą się później rozczarowania, że za śmierć teściowej firma ubezpieczeniowa wypłaca grosze…

Na rynku, większość ubezpieczeń od urodzenia dziecka przewiduje wypłaty od 900 do 1.900 zł. Czy to dużo, czy mało? Nie oceniam.

Ubezpieczenie od urodzenia dziecka

Ze swojej idei te pieniądze mają iść na pokrycie poniesionych już wydatków związanych z porodem. Rodzinna sala porodowa, opieka położnej lub wizyty u lekarza.

Zanim zalęgnie się jajeczko

Przy tego typu ubezpieczeniu standardem jest 12 miesięcy karencji. Czasami nawet 2 lata. Jest to czas w którym firma nie bierze odpowiedzialności za zdarzenie ubezpieczeniowe. Ma to być mechanizm ochronny, by osoby, które już spodziewają się dziecka, masowo nie kupowały polis, tylko dla otrzymania wypłaty z tego tytułu.

Inaczej mówiąc, jeśli ktoś liczy na pieniądze od firmy ubezpieczeniowej za urodzenie dziecka, powinien najpierw sprawdzić ile czasu upłynęło od zakupu polisy i czy minął już okres karencji. Wtedy można śmiało wziąć się do roboty.

Czy to ma sens, liczymy pieniądze

Rozmawiałem z kolegą, który w małym paluszku ma ubezpieczenia grupowe. Dlatego rozbijam temat na czynniki pierwsze.
Jego zdaniem, w całym pakiecie ubezpieczenia grupowego (złamana ręka i noga, teściowie itd), najdroższym elementem jest właśnie ochrona od urodzenia dziecka. Według różnych szacunków, jej koszt może wynosić nawet 75 procent całej składki.

I teraz, jeśli składka miesięczna wynosi 70 zł, to aż 50 zł trafia do puli zarezerwowanej dla przyszłych rodziców. Idąc dalej. Po dwóch latach odkładania tych pieniędzy do słoika, sam uzbierasz swoje, własne świadczenie z tytułu urodzenia dziecka… Oczywiście pamiętając, że przez pierwszych 12 miesięcy polisy i tak obowiązuje karencja na urodzenie dziecka.

Dla porównania. Załóżmy, że zdrowy trzydziestolatek kupuje ubezpieczenie na życie na milion złotych. Składka za taką polisę wyniesie około 70 zł. Idąc dalej wcześniejszym wzorem… Żeby uzbierać dla rodziny okrągły 1.000.000 zł, który zostawi im w spadku, powinien tę składkę odkładać w banku przez… 14.000 miesięcy, czyli ponad tysiąc lat. Widzisz różnicę?

Za pomoc w artykule dziękuję Bartkowi 🙂
Prawo autorskie do zdjęcia: subbotina / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty


Wypłata z ubezpieczenie na życie / Wrocław

Po pogrzebie dostałam 200 tys. coś sobie kupię

Udostępnij

Telefon zadzwonił wieczorem. „Dostałam pieniądze za męża. Pogrzeb był we wrześniu. Co kupić?” To dużo, czy mało z ubezpieczenia na życie? Sprawdź, czy dobrze myślę.

Magda /* mieszka w którymś z bloków na wrocławskim Kozanowie. Kiedyś pracowała w agencji nieruchomości. Atmosfera w firmie była kwaśna. Więc sześć lat temu, gdy urodziła się córka, Magda się zwolniła. Do pracy nie wróciła, nawet gdy Maja trafiła do przedszkola. Podobno był fatalny dojazd do biura na drugim końcu miasta. We trójkę żyli z pensji męża.

Badanie, diagnoza, koniec

Jego zdrowie zaczęło się psuć jakoś tak dwa lata temu. A potem wszystko poszło błyskawicznie. Chłop niknął w oczach. Na początku przychodziły pieniądze z firmy. Potem skromne, bo skromne ale zawsze, z zasiłku ZUS. Jego rodzice pomagali im, z ogromnym poświęceniem. Wszyscy się zapożyczyli, gdzie tylko było można. Aż wreszcie przyszedł kres bólu.

Magda dostała z polisy na życie męża 200.000 zł. Spłaciła wszystkie długi. Komornik przestał pukać do drzwi o nieopłaconą kablówkę, a mała znów może oglądać kreskówki. Magda chciała też oddać teściom przynajmniej część tego, co wydali w czasie leczenia. Ci przestali się jednak do niej odzywać. Nie odbierają nawet telefonów. Zostało jej niecałe 150.000 zł. Co można zrobić z tymi pieniędzmi?

Cudów nie ma

Po pierwsze, szybko znajdź jakąś pracę(!).
Tych pieniędzy nie wystarczy na życie bez trosk do emerytury. Mieszkanie po babci męża, bez kredytów (tyle dobrze) i jego utrzymanie to miesięczny wydatek około 1.000 zł. Do tego dodać trzeba jedzenie, przedszkole córki i inne drobiazgi. Lekko licząc kolejny tysiąc z kawałkiem. Bez ciuchów, butów i innych niezbędnych wydatków.

Za pięć lat te pieniądze się skończą! Przy skromnych, bardzo skromnych wydatkach.

Wypłata z ubezpieczenie na życie / Wrocław

Za pięć lat te pieniądze się skończą! Przy skromnych, bardzo skromnych wydatkach.

A może zainwestować?

Pierwsza myśl Magdy była taka. Zainwestować te 150.000 zł i zrobić z nich na przykład 300.000.
Każdemu, kto jest w podbramkowej sytuacji mówię: nie ryzykuj. Jeśli stracisz, to stracisz więcej niż inni. Zmarnujesz wszystko co masz. Oni się odkują korzystając z pozostałych oszczędności. Ty nie będziesz mieć już nic.

Szansę na duży zysk mają tylko bardzo ryzykowne inwestycje. Albo zarobisz bardzo dużo. Albo stracisz wszystko. Nie ulegaj pokusie szybkiego zysku. Taki bez ryzyka nie istnieje.

Nie masz czasu

Po drugie. Tego typu inwestycje mają sens tylko w bardzo długim czasie. Nawet jeśli dziś wybierzesz nienajlepsze papiery wartościowe lub fundusze, w długiej perspektywie (kilkunastu, kilkudziesięciu lat) zyskasz. Bo taka jest specyfika rynku, który ciągle nabiera wartości. Ale tu nie ma tak dużo czasu.

Najlepiej wsadź 100.000 zł do banku. Bezpiecznie i solidnie. Bez fajerwerków. Niech to będą pieniądze na szkołę lub studia dla Mai. Na przyszłość dziecka. Czyli opieczętowane: „Nie do ruszenia”.
Idź do pracy. I to tak szybko, jak to tylko możliwe.

Za niska polisa na życie

Można dziś się zastanawiać, dlaczego mąż Magdy miał ubezpieczenie na życie na 200.000 zł. Czy to było „aż” 200 tysięcy, czy „zaledwie”. Daruję sobie teoretyczne rozważania, czy suma ubezpieczenia była wyliczona prawidłowo. Dziś jest to bardzo niestosowna dyskusja.

Magda mówi, że ta polisa była tylko dlatego, że jej mąż się uparł. Ona tego pomysłu od początku nie popierała.

Weź kobieto się ubezpiecz

Prócz szybkiego powrotu do aktywności zawodowej, trzeba na poważnie zastanowić się nad solidnym ubezpieczeniem na życie. Magda już nie może liczyć na kogoś, kto ją uratuje w razie choroby lub kalectwa. Sześcioletnia Maja nie pójdzie do pracy, gdy jej mama rozpocznie kosztowne leczenie. Magda jest zdana tylko na siebie.

O tym, co zostanie dla córki, gdyby przytrafiła się kolejna tragedia, nawet nie mówię…

Magda nie chce nawet słyszeć o ubezpieczeniu. Mówi, że nie wierzy w ubezpieczenia. Nigdy nie wierzyła.

/* Imię bohaterki zmieniłem. Z przezorności.
Prawo autorskie do zdjęcia: andreiuc88 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Często odwiedzane


Uczciwa firma ubezpieczeniowa / Wrocław

Firma ubezpieczeniowa oszukała, przecież wiadomo. Naprawdę?

Udostępnij

Biorą kasę za ubezpieczenie i nie wypłacają pieniędzy, słyszę czasami. Przecież wiadomo jak jest z ubezpieczeniami, słyszę jeszcze częściej. Zobacz sam. Z mojego punktu widzenia.

Trzy dni temu Patrycja napisała do mnie: „Żeby tylko firmy ubezpieczeniowe były rzetelne i bez problemów wypłacały te ubezpieczenia, a z tym jak wiadomo bywa różnie.” Przy okazji, bardzo dziękuję za Twoją opinię, Patrycja.

Chodzę z tym zdaniem kolejny dzień i nie daje mi ono spokoju. Szanuję taką opinię, ale… Nie mogę zgodzić się z prawdą objawioną w stylu „wiadomo, że”.

Wiadomo, że to i tamto

To coś w stylu:
Za pomocą noża można zrobić pyszne śniadanie, ale wiadomo, że nóż najczęściej używany jest w Polsce do zabójstw.
Mężowie są wierni żonom, ale wiadomo, jacy są faceci.
Homoseksualiści to rewelacyjni kompani, ale przecież wiadomo…
Czyli jedna wielka bzdura.

Wybacz. Ciężko mi się zgodzić z każdym tym zdaniem. Bo uwłacza ono elementarnej logice. Ciężko mi też się zgodzić z jakąś tam, obiegową opinią o ubezpieczeniach.

Przykłady prawdziwe, bo moje

Osobiście miałem okazję korzystać z ubezpieczeń już pięć razy.

Przykład 1
Dawno temu, gdy wchodziły prawdziwe ubezpieczenia na komórki (w odróżnieniu od tych, dziś czasami sprzedawanych, śmieciowych umów w hipermarketach), w moim otoczeniu, byłem pierwszą osobą, która ubezpieczyła telefon. To były czasy, gdy wartość telefonu komórkowego porównywalna była mniej więcej z wartością dzisiejszego 20-letniego volkswagena golfa. No i telefon ten upadł, potrzaskał się i tyle go widzieli. Firma ubezpieczeniowa najpierw próbowała go naprawiać, a gdy stwierdziła, że nie ma to sensu, przelała mi pieniądze za sprzęt. Po 14 dniach sprawa była załatwiona.

Przykład 2
Autocasco. Zimą na parkingu źle wyliczyłem promień i wjechałem w zamarzniętą zaspę lodu. Efekt – połamany zderzak. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem był rzeczoznawca. W piątek miałem pieniądze z firmy ubezpieczeniowej.

Uczciwa firma ubezpieczeniowa / Wrocław

Jeśli masz wątpliwości, czy ubezpieczenie zdziała tak, jak się spodziewasz, zawsze czytaj warunki polisy. Jak czegoś nie rozumiesz, pytaj.

Przykład 3
Na autostradzie kontakt mojego samochodu z pękniętą oponą tira. Wypadek załatwiany z ubezpieczenia OC sprawcy.
To prawda, firma ubezpieczeniowa upierała się, by wypłacić mi 3.900 zł. Od ręki. Na drugi dzień.
Tak bardzo się upierała, że wzbudziło to moje podejrzenia. Więc poinformowałem towarzystwo, że miałem sprawny samochód przed wypadkiem. Taki chcę mieć też teraz. Więc niech dogadują się z autoryzowanym warsztatem.

W rezultacie naprawa samochodu według cennika, za który firma ubezpieczeniowa zapłaciła bez mrugania, kosztowała prawie 15.000 zł. Załatwione. Samochód śmiga, jak nowy.

Przykład 4
Młody kierowca nie zmieścił się podczas parkowania. Otarł się o mój samochód. Zostawił wszystkie namiary oraz oświadczenie sprawcy wypadku za wycieraczką. Po dwóch tygodniach po temacie. Bez złotówki wydanej z mojej kieszeni. Za wszystko zapłaciła firma ubezpieczeniowa.

Przykład 5, najbardziej hardcorowy
Bliska osoba wylądowała na OIOM-ie. Długa walka o życie z pozytywnym finałem. Towarzystwo ubezpieczeniowe, co do grosza wypłaciło pieniądze za chorobę i leczenie. Inna sprawa, że była to słaba, bankowa polisa. Ale wypłacili wszystko.
Wkrótce potem była śmierć w rodzinie. Zostały komputer, garnki i telewizor do spłaty w systemie ratalnym. Każdą rzecz spłaciły firmy ubezpieczeniowe, bo raty miały pokrycie w stosownych polisach.

Chciałbym powiedzieć, tak jak brzmi obiegowa opinia: przecież wiadomo, jak jest z firmami ubezpieczeniowymi. Ale kurcze, nie da się, bo mam takie doświadczenia, jakie mam.

Obiegowo o mechanikach, barmanach i informatykach

  • Spotkałeś się z powszechnie panującą opinią o mechanikach samochodowych? Wiadomo, jak to z nimi jest. Wyjmują z twojego auta nowe części, a wkładają stare.
  • Barman zawsze dolewa wodę do drinków, zamiast alkoholu. A kelnerki, wiadomo przecież, że plują do talerzy.
  • Spotkałeś kiedyś informatyka, który szybko i od ręki usunął usterkę w biurze lub uzdrowił drukarkę?

Co te opinie mają wspólnego z rzeczywistością? Hmmm.

Czy można mieć pecha i trafić na krętacza mechanika, barmana złodzieja i leniwego informatyka w firmie? Oczywiście, że można. Czy można trafić na firmę ubezpieczeniową, która próbuje wykiwać poszkodowanego lub jego rodzinę. No jasne, tak też się zdarza. Ale to nie oznacza, że w każdym talerzu w restauracji są zielone gluty kelnerki z Ukrainy. Na Boga. Nie!

Zaufanie do systemu, albo szaleństwo

Wszystko opiera się na zaufaniu do świata, który cię otacza. Dziś wracając do domu ufałem, że ten facet z czarnego mondeo zatrzyma się na czerwonym świetle przed pasami, na których właśnie stałem. No i się zatrzymał.

Jeśli nie wierzysz, że firma ubezpieczeniowa wywiąże się z umowy, jaką z tobą zawiera w polisie, to nic nie jest w stanie cię przekonać do zmiany zdania. Zostań przy nim. Nigdy nie kupuj polisy. Po co ci stres i frustracja. Masz swoje zdanie i ono jest najlepsze, bo jest twoje.

Jeśli masz wątpliwości, czy ubezpieczenie zdziała tak, jak się spodziewasz, zawsze czytaj warunki polisy. Jak czegoś nie rozumiesz, pytaj. Możesz poprosić też o recenzję rozwiązania ubezpieczeniowego kogoś z konkurencyjnej firmy. Najwięcej jednak może ci pomóc agent, do którego masz zaufanie.

Prawo autorskie do zdjęcia: bowie15 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty


Ubezpieczenie dla partnera razem / Wrocław

Dopóki będziemy razem, nie potrzebuję polisy

Udostępnij

Mąż do żony: Jeśli chcesz to weź sobie ubezpieczenie, dopóki będziemy razem damy sobie jakoś radę… Co się działo dalej, zobacz w historii z życia wziętej.

Pewna żona, dajmy na to Agnieszka (imię nie jest prawdziwe, choć historia taka jest), odezwała się po moim tekście „Żona kupiła mi polisę na życie (facet gatunek zagrożony)”. Opowiedziała mi co jej się przytrafiło.

Mam dla kogo żyć

Kiedy, po urodzeniu drugiego dziecka, Agnieszka wróciła do pracy postanowiła, że to najwyższy czas, by rozejrzeć się za jakimś ubezpieczeniem na życie. Wiadomo, małe dzieci, dom na utrzymaniu i inne takie. A ponadto, każdy ma jakieś ubezpieczenie, a ona z mężem nie mają żadnego.

Zaczęła wybierać, szukać, przebierać. Po pół roku szperania wybór padł na konkretną firmę i konkretny rodzaj ubezpieczenia. Agnieszka żartuje, że po tym czasie wiedziała o ubezpieczeniach więcej, niż niejeden agent z którym rozmawiała.

Miała to być zwyczajna polisa na życie na 150.000 zł oraz od utraty zdolności do pracy. Nic więcej. Składka nie była zabójcza, a firma godna zaufania.

Mąż, żona i agent ubezpieczeniowy – niebezpieczne związki

Mąż z dużą rezerwą podchodził do pomysłu Agnieszki. Generalnie, jak większość z nas, uznawał opłacanie jakiegoś tam ubezpieczenia za marnowanie pieniędzy. Ale poszli razem do wybranej przez żonę firmy.

Agnieszka zrobiła sobie dokładnie taką polisę, jak sobie wymyśliła. Identyczne ubezpieczenie zostało przygotowane dla męża.

Ubezpieczenie dla partnera razem / Wrocław

„Kocham cię. Żądna polisa mi ciebie nie zastąpi, gdyby coś się stało. Jestem przekonany, że dopóki będziemy razem, damy sobie radę. Ja nie chcę ubezpieczenia.”

Gdy przyszło do opłacenia pierwszej składki, maż spojrzał Agnieszce prosto w oczy i wyznał: „Widzę, że to dla ciebie bardzo ważne, więc weź sobie to ubezpieczenie. Kocham cię. Wiem też, że żądna polisa mi ciebie nie zastąpi, gdyby coś się stało. Jestem przekonany, że dopóki będziemy razem, damy sobie radę. Ja nie chcę ubezpieczenia.”

W ten sposób temat ubezpieczenia został definitywnie zamknięty.

Dwa lata później

Agnieszka nadal ma aktywną polisę. Codziennie jeździ godzinę do pracy we Wrocławiu. Pewnego poranka był słoneczny dzień. Pusta droga. Z daleka widziała, jak na podporządkowanej drodze do skrzyżowania z główną trasą zbliżał się wolno jakiś, biały samochód. Prowadziła auto bez najmniejszego stresu. Przecież kierowca z lewej stanie na znaku.

Dopiero na środku skrzyżowania zorientowała się, że on jej nie widzi. Nie wiadomo, czy kierowca z lewej się zamyślił, czy był pijany. O milimetry przejechał obok Agnieszki i pojechał sobie dalej. Jakby nigdy nic.
Dziewczyna wpadła w poślizg. Samochodem raz porządnie obróciło. Stanęła, przerażona na poboczu.

Co by było gdyby

Na szczęście nic się nie stało. Gdy Agnieszka się uspokoiła, zaczęła wszystko analizować. Już na chłodno z ulgą stwierdziła, że ma polisę, więc (w razie czego) dzieciom krzywda się nie stanie. Przynajmniej przez jakiś czas.

Zaraz… A co by było, gdyby na tym skrzyżowaniu był jej mąż? A jeśli nie zdążyłby wyhamować?

Co ona miała by wtedy zrobić? Zamiast dziesięciu godzin dziennie pracować dwadzieścia godzin? Zrezygnować z zajęć gry na gitarze dla córki i jazdy konnej dla syna? Sprzedać dom i przeprowadzić się do kawalerki we Wrocławiu?

Szczęśliwy powrót do domu

Agnieszka wróciła do domu. Opowiedziała o wszystkim mężowi. Jeszcze tego samego dnia zaprowadziła go do firmy ubezpieczeniowej i kazała mu się ubezpieczyć. Ten bez gadania to zrobił. Do dziś żyją szczęśliwie razem.

Agnieszka mówi, nikt nie kupuje polisy na życie dla siebie. Ona zawsze jest kupowana z myślą o drugiej osobie.

Prawo autorskie do zdjęcia: oneinchpunch / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty


Choroby, a ubezpieczenie na życie / Wrocław

Jestem za niski, nie dostane ubezpieczenia na życie

Udostępnij

Nieprawdopodobne – są ludzie, którzy chcą mieć ubezpieczenie na życie, ale go nie dostaną. Są zbyt niscy lub oddychają w niewłaściwy sposób. A ty masz szansę na polisę?

Najpierw wyobraź sobie twojego najlepszego przyjaciela. Wiesz, że to fajny facet, ale ma jedną wadę, nigdy nie oddaje pożyczonych pieniędzy. Wszystko wydaje na super zabawę, gadżety lub spłatę innych wierzycieli, którzy już rzucają mu się do gardła. Oceniłeś już ryzyko pożyczenia kumplowi 500 zł. Zdecydujesz się to zrobić, gdy wiesz, że prawdopodobnie stracisz pieniądze?

Ryzyko, a ubezpieczenie na życie

Firma ubezpieczeniowa robi podobnie. Najpierw ocenia ryzyko. Zapytasz: czym ryzykuje towarzystwo ubezpieczeniowe? To proste. Ryzykuje, że będzie musiało wypłacić pieniądze (czasami całkiem spore) jeśli zdarzy się sytuacja, co do której się umawiacie z klientem.
Podobno Tina Turner ubezpieczyła swoje nogi na ponad 3 miliony dolarów. Obie dolne kończyny przystojnego Cristiano Ronaldo mają polisę na 103 mln euro. I teraz, jeśli coś się stanie z przedmiotem ubezpieczenia (w tym przypadku z nogami) firma ubezpieczeniowa wyciągnie z sejfu gotówkę.

Cały problem polega na tym, że ubezpieczeni wpłacają tylko niewielką część tego na co mogą liczyć w razie nieszczęścia (np. 1/200 część sumy ubezpieczenia). Składka kalkulowana jest na podstawie wielu czynników. Najważniejszym jest jednak ryzyko wypłaty świadczenia. Czyli odpowiedź na pytanie, jakie jest prawdopodobieństwo, że trzeba będzie te pieniądze wypłacić?
Wspominałem już o tym w tekście: Ubezpieczenie na życie, jak to działa?

Ile zapłacić za 100 procent ryzyka?

Załóżmy na chwilę, że do firmy ubezpieczeniowej przychodzi facet, któremu w przyszły piątek mają odciąć dłoń. On o tym już wie i otwarcie przedstawia sprawę towarzystwu ubezpieczeniowemu. Chciałby tę rękę dziś ubezpieczyć na 100 tysięcy złotych. Jak myślisz, ile w takiej sytuacji powinno kosztować takie ubezpieczenie? Masz rację, składka za ubezpieczenie ręki powinno kosztować nie mniej niż 100 tysięcy złotych, bo ryzyko wypłaty świadczenia jest w tym przypadku niemal 100-procentowe.

W realnym świecie, taki człowiek nie ubezpieczy tej ręki (przeznaczonej do odcięcia). Jedynie może próbować ubezpieczyć drugą, zdrową. Doświadczenie pokazuje jednak, że mało kto o tym myśli (ale to temat na inny artykuł).

Choroby, a ubezpieczenie na życie / Wrocław

Składka zależy od wieku ubezpieczonego, jego trybu życia, hobby, chorób w rodzinie, miejsca pracy, charakteru wykonywanych zajęć i całej masy innych czynników.

Jestem za niski, nie dostanę ubezpieczenia na życie

W ubezpieczeniach na życie, proces oceny ryzyka jest kluczowy w określeniu wysokości składki. Właśnie dlatego tak ciężko odpowiedzieć od razu na pytanie: ile kosztuje ubezpieczenie na życie? Raz, dwa!

Składka zależy od wieku ubezpieczonego, jego trybu życia, hobby, chorób w rodzinie, miejsca pracy, charakteru wykonywanych zajęć i całej masy innych czynników.

W ostatnich latach są jednak dwa powody, które poważnie utrudniają ludziom kupno polisy na życie. Nawet, gdy się uprą, czasami jest to niemożliwe.

Po pierwsze – ja to nazywam autorskim określeniem – wielu ludzi jest zbyt niskich. O co chodzi? Chodzi o stosunek wzrostu do wagi (Wskaźnik masy ciała BMI).

Nadwaga, a ubezpieczenie

To cała prawda o nas. Żyjemy w kraju uważanym przez większą część świata za bogaty. Przekleństwem takich państw jest galopująca nadwaga dużej części populacji.
Nadwaga i otyłość to najczęstsze czynniki wpływające na wzrost ceny za ubezpieczenie na życie. W skrajnych przypadkach może spowodować odmowę udzielenia takiej polisy przez firmę ubezpieczeniową.

To, że ktoś chce bardzo mieć ubezpieczenie na życie, nie oznacza, że je dostanie. Bez złudzeń, to prosty biznes. Jeśli firma połapie się, że wkrótce będzie musiała wypłacić pieniądze, nie ubezpieczy takiego człowieka.

Już nie raz tu mówiłem, że ubezpieczenia to, w gruncie rzeczy nauka ścisła. Opierają się na matematycznie obliczanym rachunku prawdopodobieństwa. A otyłość i nadwaga są przyczynami wielu groźnych chorób i szybkiego zejścia. I nie jest to tylko gadanie nawiedzonych dietetyków.

Papierosy śmierdzą, dużo kosztują i zabijają

Drugi powód przez który ludzie mają ogromne problemy przy zawarciu ubezpieczenia to nałogi. Papierosy są na początku listy. W każdej ankiecie ubezpieczeniowej jest pytanie o liczbę wypalanych papierosów. Jeśli jest ich zbyt dużo (podobnie, jak przy otyłości) składka w ekspresowym tempie szybuje w górę.

Tu też brane są pod uwagę statystyki. A te są nieubłagane dla palaczy (bez wnikania w drastyczne szczegóły).

Podsumowanie dla tych którzy marzą o ubezpieczeniu

Jeśli jesteś młody, zdrowy, bez nałogów i nadwagi, twoja polisa będzie tańsza niż dwie kawy w ulubionej kawiarni.
Jeśli przekroczysz magiczną granicę wieku, zaokrąglisz się bardziej niż inni, będziesz się rozkosznie inhalował nikotyną lub pobudzał promilami (o narkotykach, także miękkich, nawet nie wspominam), musisz się liczyć, że cena za polisę zrobi w twoim portfelu wyrwę, taką jak góra lodowa zrobiła w Titaniku.
Wszystko będziesz wiedział po krótkiej rozmowie z agentem ubezpieczeniowym, do którego masz zaufanie…

Prawo autorskie do zdjęcia: bowie15 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Często odwiedzane


Ubezpieczenie dla męża / Wrocław

Żona kupiła mi polisę na życie (facet gatunek zagrożony)

Udostępnij

Od kiedy żona kupiła mu ubezpieczenie na życie, Marek boi się zjeść zupę… Żart, ale pokazuje fakty. Wkrótce kobiety nas (facetów) pożrą, przeżują i wyplują. Z mojego punktu widzenia…

Z moich obserwacji wynika, że ponad 30 procent polis na życie, które mają mężczyźni, zostało kupionych „bo tak kazała żona”. I wcale nie chodzi o to, kto w związku nosi spodnie. Czy kobieta, czy mężczyzna. Decydujcie, jak wam wygodnie, bo właśnie po to ludzie łączą się w stada, by efektywnie dzielić się obowiązkami.
Chodzi o podejście do życia, o odpowiedzialność, o zachowanie gatunku (ciągłość pokoleniową).

Dwie drogi do celu

Męski i kobiecy punkt widzenia tylko z pozoru jest identyczny. Przykład? Gdy dziecko wchodzi na drzewo po czereśnie, stojący na dole ojciec woła: Wejdź wyżej, tam są bardziej słodkie owoce. Matka w tej samej sytuacji krzyczy: Tylko uważaj, ostrożnie!
Niby detal, a pokazuje dwie odmienne filozofie.

Kobiety są zaprogramowane na ochronę osób z którymi znajdują się w więzi. Za wszelką cenę i zawsze. Tylko proszę feministycznie nastawionych, nie mylcie pojęć. Nigdy nie mówiłem, że kobiety stworzone są do prania pieluch. Tu chodzi o szeroko pojęte podejścia do życia. Z troską, z myślą o innej osobie (czasami dziecko, czasami partner, czasami przyjaciele itd.) z długofalowym planem.

Test na 500+

W ubiegłym tygodniu, pisałem tekst o oszczędnościach dla Joanny Betlejewskiej z bloga parentingowego (Co zrobić żeby 500+ nigdy się nie skończyło). Przeprowadziłem szybki test. Zapytałem dwie osoby o ich pomysły na to, by źródełko rządowego programu nigdy nie wyschło.

Kolega z córką bez chwili wahania odpowiedział: „Co roku płodzić jedno dziecko”.
Koleżanka z dwójką dzieci: „Bezpiecznie ulokować pieniądze”.
Co wynika z tego prozaicznego przykładu? Czy nie jest tak, że facet narobi dzieciaków i zajmie się kolejnymi, ważnymi sprawami?

Ubezpieczenie dla męża / Wrocław

Wybór ubezpieczenia jest efektem dojrzałości, odpowiedzialności, troski o innych i mądrości życiowej. I z tego, częściej zdają sobie sprawę kobiety niż mężczyźni.

Celem faceta jest przyjemność

Genialne badania przeprowadzili Nikita Coulombe oraz Philip Zimbardo (ten od eksperymentu więziennego). Przyglądali się współczesnym mężczyznom (Przy okazji polecam świetną książkę tych autorów „Gdzie ci mężczyźni”, PWN).

Wnioski naukowców są dla nas, facetów porażające. Niemal na wszystkich polach zaczynamy przegrywać z kobietami. A to dlatego, że dla współczesnego mężczyzny staje się najważniejszy on sam. Między innymi przez brak dojrzałości (brak wzorców, duża konkurencja, nadmiar opieki itd), chłopcy bardzo, bardzo późno dorastają. Głównym celem dla mężczyzny staje się maksymalna przyjemność dla niego samego. Czyli po świecie kroczy cała masa Piotrusiów Panów.

Ubezpieczenie na życie dla męża

Co to ma wspólnego z ubezpieczeniem na życie? Odpowiedź jest prosta i wynika ze specyfiki ubezpieczenia. Z pieniędzy za polisę na życie nie skorzysta ubezpieczony. Ona zawsze (ZAWSZE) kupowana jest z myślą o innych, bo to oni będą odbiorcami wypłaty (w przypadku śmierci ubezpieczonego).

Tylko proszę o uwagę, tu nie chodzi o kalkulację, kto zarobi na mojej śmierci. Próbowałem to dokładnie policzyć przed rokiem w tekście: Ubezpieczenie na życie, po co mi ono potrzebne?

Dlaczego więc, tak często kobiety kupują swoim partnerom (lub nakłaniają do zakupu) ubezpieczenia na życie? Dlatego, że dbają o swój żywotny interes (i interes dziecka). W dobrym sensie tego słowa. Chodzi o to, by dziecko miało zapewnione pieniądze na edukacje. By wdowa nie została sama z ogromnym kredytem. By kobieta miała czas na ułożenia sobie życia na nowo. A wszystko to w przypadku, gdyby nagle zabrakło faceta z którym zdecydowała się żyć. Kobieta dąży do zachowania życia.

Prawdziwego mężczyznę poznaje się…

Wyświechtane powiedzenie byłego premiera brzmi: „Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy”.

Jednakże… Wybór ubezpieczenia jest efektem dojrzałości, odpowiedzialności, troski o innych i mądrości życiowej. To nie są tylko slogany reklamowe. I z tego częściej zdają sobie sprawę kobiety niż mężczyźni.

Prawo autorskie do zdjęcia: choreograph / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty


Ubezpieczenie na życie, grzech czy przezorność

Ufam Jezusowi, nie potrzebuję ubezpieczenia!

Udostępnij

Jestem osobą wierzącą, nie zaufam firmie ubezpieczeniowej – usłyszałem ostatnio. Ufasz, że Jezus uchroni cię przed wszystkim? Poszperałem. Czy ubezpieczenie jest grzechem?

Najpierw rozmowa z Joanną. Ze wspólniczką prowadzi spółkę spedycyjną z ogromnymi obrotami. Gdy zeszło na ubezpieczenia, bez chwili wahania stwierdziła, że jako osoba głęboko wierząca, odczuwa obrzydzenie do ubezpieczeń. Jej zdaniem, zakup polisy oznaczać będzie, że straciła wiarę w Jezusa, w ochronną moc Zbawiciela.

Ubezpieczenie lub nie – działanie Opatrzności

O dylemacie, czy ubezpieczenie jest pogwałceniem pierwszego przykazania (Nie będziesz miał innych bogów obok mnie) bardzo dużo znaleźć można za Oceanem. Wydaje się, że w Polsce taki problem nie istnieje.

A Amerykanie podchodzą do tematu w najprostszy sposób z możliwych. Wszystko zaczyna się od stwierdzenia, że jeżeli budzisz się rano i nie czujesz potrzeby, by kupić ubezpieczenie, to Bóg tak chce. Jeśli jest to twoim największym pragnieniem, to znaczy, że Opatrzność podsuwa ci rozwiązanie problemu, który może się pojawić.

Ubezpieczenie w Biblii

Ci sami Amerykanie, przytomnie zauważają, że w Biblii nie ma mowy o ubezpieczeniu. Wskazują jednak, że przez Stary i Nowy Testament przewijają się motywy wzywające do odpowiedzialnego podejścia do życia, rodziny i finansów osobistych.

Zaczynamy od snów Faraona o siedmiu chudych krowach, które pożarły siedem tłustych krów (Księga Rodzaju 41). Wezwany przed oblicze władcy Hebrajczyk Józef (syn Izraela) zalecił, by przez siedem lat przygotowywać zapasy na okres nieurodzaju (cykl koniunkturalny). Pełne magazyny pozwoliły Egipcjanom przetrwać lata suszy i głodu.

Ubezpieczenie na życie, grzech czy przezorność

Żadne ubezpieczenie nie może zastąpić wiary. Bóg jednak nie obiecywał, że da pieniądze potrzebne na leczenie lub spłatę kredytu hipotecznego.

Słynący ze swej mądrości Król Salomon powiedział: „Roztropny, widząc zło, kryje się: prostaczkowie idą dalej i ponoszą szkodę” (Przyp. 27; 12). Dalej w tej samej księdze: „Dobry człowiek przekazuje dziedzictwo wnukom…” (Przyp. 13; 22).

Apostoł Paweł w pierwszym liście do Tymoteusza stwierdza: „A jeśli kto o swoich, zwłaszcza o domowników nie ma starania, ten zaparł się wiary i jest gorszy od niewierzącego” (1 Tym 5; 8).

I wreszcie Święty Jakub: „Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” (Jak. 4; 14)

Chrześcijańscy agenci ubezpieczeniowi

Amerykańscy agenci ubezpieczeniowi o korzeniach chrześcijańskich mówią, że żadne ubezpieczenie nie może zastąpić wiary. Bóg jednak nigdy nie obiecywał, że da swoim wyznawcom pieniądze potrzebne na leczenie lub spłatę kredytu hipotecznego.

Wszystko opiera się na głównym założeniu, które w swojej istocie jest na wskroś altruistyczne. Kupując polisę, nigdy nie kupujesz jej dla siebie, bo najczęściej skorzystają z niej twoi bliscy – to najczęstszy argument pojawiający się w debatach dotyczących grzesznego (lub nie) charakteru ubezpieczenia na życie.

Wypłata świadczenia ubezpieczeniowego ma zminimalizować skutki finansowe choroby, zgonu, wypadku itd… Przy okazji też ma zdjąć ciężar z najbliższych, przyjaciół lub nawet parafii w której żyjesz.

Pomagasz Kościołowi Powszechnemu

Dużo do myślenia daje też tekst Steva Diggs’a, Should Christians Buy Insurance? Steve opisuje, jak pewnego dnia w chrześcijańskiej rozgłośni radiowej słuchał rozmowę z kaznodzieją, który podróżował po Stanach Zjednoczonych z dobrą nowiną o Jezusie.

Autor tekstu poczuł zdegustowanie, gdy radiowy gość przechwalał się, iż nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Całą ufność pokłada w Bogu, że ten da mu wszystko, czego potrzebuje. W efekcie, rachunki za leczenie jego rodziny płacili inni chrześcijanie.

Steve ostro podsumowuje, że ludzie dobrego serca, zamiast pomagać tym, którzy naprawdę potrzebują pomocy, płacą za człowieka, który nie potrafi zadbać o własną rodzinę.

Unikając dyskusji teologicznej, można stwierdzić, że dużo zależy od osobistego podejścia do pieniądza. Jeśli ten utożsamiany jest z siłami zła, osobie wyznającej konkretny porządek świata będzie kojarzył się negatywnie. Gdy ktoś wyjdzie z założenia, że to ludzie robią złe lub dobre rzeczy, a instrumenty finansowe mogą być używane (na równi) do złych lub dobrych celów, wtedy nieco zmienia się perspektywa.

Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Warszawskiej, Towarzystwo Biblijne w Polsce
Prawo autorskie do zdjęcia: jirkaejc / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty