Udostępnij

Po 24 latach małżeństwa zostawił ją mąż. Jak w kiepskim filmie. Ona od ślubu prała, gotowała i wycierała tyłki dzieciakom. Co to ma wspólnego z pieniędzmi? Więcej niż się wydaje. Zresztą zobacz. Ciekawe, jakie wnioski wyciągniesz dla siebie.

Tę historię usłyszałem przypadkowo. Sprytna dziewczyna opowiedziała mi ją przy okazji dyskusji o emeryturze dla pozostającej-w-domu-mamuśki. Tak przynajmniej o sobie mówi moja rozmówczyni…

W antycznym dramacie, który za chwilę opiszę, występują:

  • Koleżanka Anna (imię oczywiście znowu zmieniam)
  • Mąż Anny
  • Dwóch, studiujących synów Anny
  • Czarny charakter Ola

W tle, mimochodem, pojawiają się pieniądze.

Szczęśliwe małżeństwo: mąż, dzieci, mieszkanie

Anna wyszła za mąż, jeszcze na studiach. Pół roku później urodził się pierwszy syn. Anna na uczelni wzięła urlop dziekański. Po dwóch latach na świecie zjawił się drugi syn. Młoda mama nigdy już nie wróciła na studia. Jej mąż po obronie pracy magisterskiej chwilę pracował w biurze projektowym. Postanowili jednak zaryzykować. Rzucił pracę na etacie i założył własną firmę. Początki były bardzo trudne. Anna zajmowała się synami i ciasnym mieszkankiem. Mąż wracał późno i zmęczony od razu zasypiał.

Pod trzech latach wszystko, samo zaczęło się układać. Firma męża rozwijała się. W rodzinie pojawiły się pierwsze, większe pieniądze. Szybko porzucili ciasną kawalerkę i z dziećmi wyprowadzili się do przestronnego mieszkania na wrocławskich Krzykach. Na tamte czasy kosztowało majątek.

emerytura-matka-partnerski

Kobieta podsumowała swoją opowieść: „Od urodzenia dziecka myślę o wszystkich, czas pomyśleć o sobie… Tak w razie czego.”

24 lata później

Pewnego dnia mąż Anny, łagodnie oznajmił jej, że czuje uciekający czas. Wszystko toczyło się do tej pory wokół firmy i domu, a on ma wrażenie, że dotarł do martwego punktu. Jego największym marzeniem jest poczuć jeszcze raz, jak smakuje życie.

Następnego dnia wyprowadził się do Oli. Anna ma dziś 44 lata. Jej rywalka jest o dziesięć lat od niej młodsza. Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Do sądu trafił pozew rozwodowy. Mąż zadeklarował, że będzie finansował studia synów. Byłej żonie zostawił też mieszkanie. Dodatkowo, co miesiąc przelewa jej 1500 zł. „Poradzisz sobie, prawda” – zapytał ostatnio.

Trzeba żyć dalej, nawet na emeryturze

Po pierwszym szoku, Anna zaczęła sobie układać życie na nowo. Znalazła pracę. Szczęście się do niej uśmiechnęło. Za bardzo przyzwoite pieniądze jeździ do Niemiec i opiekuje się seniorami.

Prawdziwe przerażenie ogarnęło Annę dopiero, gdy zbadała swoje sprawy emerytalne. Kobieta nie ma żadnych praw do emerytury(!). Nie przepracowała w życiu nawet jednego dnia, za który odprowadzona zostałaby składka emerytalna. Gdyby teraz zaczęła budować swoją historię w ZUS, ma szansę – co najwyżej – na minimalne świadczenie na starość.
Znalazła się w sytuacji bez wyjścia.

Trzeba odkładać na emeryturę

Anna policzyła, że gdyby chciała mieć na emeryturze przynajmniej 3.000 zł miesięcznie, powinna od teraz odkładać trochę ponad tysiąc. I tak miesiąc w miesiąc. Tu nie ma czarów. To prosta matematyka. Anna wybrała program emerytalny i wprowadziła go w życie. W sumie, to jedyne rozsądne rozwiązanie.

I teraz wracam do spotkania z pozostającą-w-domu-mamuśką. Kobieta podsumowała swoją opowieść: „Od urodzenia dziecka myślę o wszystkich, czas pomyśleć o sobie… Tak w razie czego.”

Prawo autorskie do zdjęcia: feverpitched / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty