Udostępnij

Jakich cudów może dokonać kilka monet i podpis złożony na polisie. Zatrzymałem się nad wspomnieniami jednego z nestorów branży ubezpieczeniowej w Stanach Zjednoczonych. Poruszający kawałek życia z lat 50 ubiegłego stulecia. Cud ubezpieczenia wygląda tak…

Tekst o „Cudzie ubezpieczenia” przeczytałem na blogu Maurica L. “Maury” Stewarta. Najpierw poruszająca historia, a potem napiszę dwa słowa o jej autorze.

Ameryka wielkich samochodów i wielkich możliwości

Wszystko działo się na początku lat 50 ubiegłego stulecia. Maurice trafił do wojska, a konkretnie do wojsk lotniczych. Tam została mu powierzona poważnie brzmiąca funkcja oficera do spraw personalnych. Na początku nasz bohater nie wiedział, z czym to się wiąże. Wkrótce jednak miał się przekonać.

W tamtym czasie, do służby w lotnictwie wprowadzany był nowy typ samolotu, odrzutowy bombowiec B47. Na początku maszyna nie miała zbyt dobrej sławy. Samolot nazywany był latającą puszką z paliwem owiniętą setkami mil kabli. Pech chciał, że jeden z samolotów eksplodował w powietrzu. W katastrofie zginął pilot z bazy, w której służył Maurice.

Naszemu bohaterowi przypadł obowiązek odwiedzenia żony oficera. Wraz z kapelanem jednostki, Maurice wybrał się do wdowy, która mieszkała w Chicago.

Wizyta, tragedia, nowa droga

Oprócz smutnych wiadomości, wojskowi mieli przekazać też kobiecie dwa czeki. Pierwszy na 20.000 dolarów z rządowego ubezpieczenia i drugi na 10.000 dolarów z polisy komercyjnej, którą miał pilot. Maurice wspomina, że nie była to zawrotna suma. Nawet na rok 1952, gdy dolar miał nieco inną wartość niż dziś.

ubezpieczenie na życie

Było wiadomo, że wdowa ze swojej pensji oraz pieniędzy z ubezpieczenia, nie będzie w stanie wyżywić całej rodziny. Pieniędzy wystarczyło na utrzymanie w domu zaledwie dwójki dzieci.

Było wiadomo, że wdowa ze swojej pensji oraz pieniędzy z ubezpieczenia, nie będzie w stanie wyżywić całej rodziny. Pieniędzy wystarczyło na utrzymanie w domu zaledwie dwójki dzieci. Pozostała trójka rodzeństwa została rozdzielona po kuzynach, którzy zgodzili się zająć maluchami. Rodzina została na zawsze rozbita.

Ubezpieczenia? Co też przyszło ci do głowy?!

W drodze powrotnej do bazy Maurice z kapelanem wojskowym zatrzymali się na filiżankę kawy w przydrożnym barze. Wtedy ksiądz zapytał go, czy już wie, czym się zajmie po zakończeniu służby w wojsku. Maurice odpowiedział, że czuje wstręt do biurokracji więc prawdopodobnie zostanie sprzedawcą czegokolwiek.

„Czyli zamierzasz sprzedawać ubezpieczenia?”, odezwał się kapelan. Zdziwiony Maurice dopytywał, skąd taki pomysł? Na co ksiądz powiedział „Pozwól, że o coś zapytam. Jeśli przywiózł byś dziś Marry czek ubezpieczeniowy na 100.000 dolarów, myślisz, że udało by się zachować tę rodzinę razem?” To popchnęło Maurica Stewarta do ubezpieczeń.

Maurice L. “Maury” Stewart wie co mówi

Maurice przez lata kontaktował się z wdową z Chcago. Marry zmarła pięć lat temu. Nigdy nie udało się jej zarobić tyle, by wszystkie dzieci zamieszkały z powrotem razem.

Maurice Stewart grał w baseball w szkole, pilotował samoloty wojskowe w Korei. W 1952 roku zajął się sprzedażą ubezpieczeń w Kansas. Wreszcie został konsultantem zarządu firmy ubezpieczeniowej Penn Mutual w której rozpoczynał karierę.

Prawo autorskie do zdjęcia: duha127 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Często odwiedzane