Udostępnij

Są pytania na które nie potrafię od razu odpowiedzieć. Przed tygodniem takie usłyszałem. Dlaczego oszczędzanie musi tyle kosztować? Nikt nie każe ci oszczędzać. Nikt też nie każe ci robić rzeczy najbardziej opłacalnych.

W gruncie rzeczy, najpiękniejsze jest to, że jesteśmy ludźmi. Prócz czystej logiki kierujemy się miłością, strachem, altruizmem, pazernością i całą masą innych rzeczy. Dlatego, tak często podejmujemy decyzje, które dla jednych są głupie. Są nawet głupie z obiektywnego punktu widzenia. Mimo tego, podejmujemy te decyzje. I jeszcze, upieramy się przy nich. Do upadłego. Niech tak zostanie. Mimo, że mam inne zdanie.

Apple universe

W jednej z biografii Steve’a Jobsa (nie pamiętam dokładnie, w której) przeczytałem taką anegdotę.

Twórca Apple wychodzi na scenę dorocznej konferencji firmy, na której miał był prezentowany najnowszy iPhone. Cały świat wstrzymuje oddech, by wsłuchać się w głos wizjonera. A ten odzywa się z charyzmatyczną siłą. „Nie mamy najlepszych telefonów. Nie mamy najtańszych telefonów. Ani nawet najszybszych lub najbardziej uniwersalnych. Ale i tak je kupicie, bo kochacie iPhona.”

Śmieszne, ale działa. Widziałem to na przykładzie córki, która swego czasu zwariowała na punkcie aparatu z nadgryzionym jabłkiem. To co, że za te same pieniądze możesz mieć dwa inne smartfony! Tu nie szukam logiki.

Po co te oszczędności?

Spotkałem młodą mamę, która poprosiła o radę w kwestii oszczędzania. W Polsce ludzie, którzy nigdy nie zastanawiali się nad oszczędzaniem, siadają nad tematem najczęściej, gdy rodzi się im pierwsze dziecko. Wcześniej zazwyczaj brakuje im wystarczającej determinacji. A może dochodzą do wniosku, że dobrze będzie po sobie coś zostawić. Prócz długów. Nie wiem(???) Tak było i w tym przypadku.

Ola za chwilę będzie miała dwa lata. Dlatego jej mama zastanawia się nad przyszłością malucha. Plan jest standardowy. Trzeba coś odłożyć. Na przyszłość dziecka.

Dopytuję, na co konkretnie mają być przeznaczone pieniądze? Na piękny ślub córki w wyjątkowej oprawie i romantycznym miejscu? Nie, ślub sobie sama zorganizuje taki, jak jej będzie pasował. A może na podróż dookoła świata, by mogła zobaczyć więcej możliwości? Bez przesady, gdzie ja ją samą puszczę.

To może oszczędności mają iść na edukację córki? Tak, to dobry pomysł. Na studia dla Oleńki(!). Razem z rodzicami spłacamy teraz mój kredyt studencki. Wiem ile to kosztuje. Zwierza się młoda mama.

Finansowy cel oszczędzania

Określamy w przybliżeniu ile ma być zebranych pieniędzy. Jeśli to będą studia we Wrocławiu potrzeba około 70.000 zł. Jeśli dziecko wybierze uczelnię w Warszawie lub Krakowie, to bez 120.000 zł w kieszeni, nie ma nawet o czym mówić. Do obliczeń nie bierzemy studiów w Wielkiej Brytanii lub Stanach Zjednoczonych, bo to już astronomiczne kwoty.

Od razu odrzucamy też opcję, że Ola będzie zaoczną studentką stomatologii. Tu semestr nauki (jeden semestr, a w roku akademickim są dwa semestry) kosztuje około 15.000 zł.

Skoro dziecko ma dwa lata, wiadomo też ile rodzice mają dokładnie czasu, na osiągnięcie celu finansowego. Szesnaście lat, to całkiem sporo czasu(!).

Oszczędzanie dla dziecka - studia

„Jakie drogie jest to oszczędzanie!” mówi młoda mama. Ale oszczędzanie nic nie kosztuje. „Przecież będę musiała płacić co miesiąc 300 zł. I tak przez szesnaście lat.”

Co to za bzdura z tym oszczędzaniem?

Proste działanie matematyczne z jedną niewiadomą, na poziomie szkoły podstawowej. Bez wnikania w zyski z kapitału. Bez zastanawiania się nad efektem procenta składanego i tak dalej.

Z szybkiej kalkulacji wychodzi, że mama Oli powinna każdego roku odłożyć na studia córki około 3.500 zł. Tym sposobem, tuż po zdanej przez dziecko maturze, jedyną rzeczą o którą trzeba będzie się martwić, to kolor sukienki w której Ola pójdzie na rozpoczęcie roku akademickiego.

I tu słyszę coś, czego się nie spodziewałem. „Jakie drogie jest to oszczędzanie!” mówi młoda mama. Ale oszczędzanie nic nie kosztuje. „Przecież będę musiała płacić co miesiąc 300 zł. I tak przez szesnaście lat.” Spłata kredytu studenckiego z odsetkami, marżą banku i pozostałymi kosztami będzie droższa (70.000 zł kredytu to spłata ponad 90.000 zł). „Ale to co innego. To inwestycja w przyszłość dziecka,” usłyszałem.

Poddałem się…

Liczenie pieniędzy nie pomaga

Nie ma tańszego sposobu na uzyskanie takich pieniędzy, jak oszczędzanie. Może być to nudny i mozolny proces. Ale jest najtańszy. Nic na to nie poradzę.

W naszym przykładzie, gdy mamy szesnaście lat, by coś zrobić z tematem, czystym frajerstwem jest oddawać bankowi 20-kilka tysięcy. W sumie za nic. Co możesz sobie kupić za 20.000 zł?

Nawet zakładając, że od razu po studiach Aleksandra znajdzie pracę, około tysiąca złotych miesięcznie będzie musiała oddawać do banku. Żeby układać sobie samodzielne życie, bez bankowej nędzy, musiałaby zaraz po otrzymaniu dyplomu uczelni zarabiać niespełna 4.000 brutto(!). Czy to realne? Nie wiem. Dziś zarobki jej mamy to 3.200 brutto (pracownik akademicki).

Inna historia o cioci z Ameryki

W każdej rodzinie jest jakaś ciocia z Ameryki. Taka przytrafiła się też i w mojej. W latach 80-tych ubiegłego stulecia (jak to brzmi), ciocia wyjechała za Ocean. Tam poznała swojego przyszłego męża z którym zamieszkała w najbardziej słonecznym ze słonecznych stanów. Urodziło im się dziecko. Aż tu nagle…

Przed rokiem ciocia wróciła do Polski. Zaczęła odnawiać kontakty z bliższą lub dalszą rodziną. Wynajęła sobie małe mieszkanko. Żyła skromnie, ale cieszyła się życiem w ojczyźnie na całego. Okazało się, że dorosła córka już się usamodzielniła. Jakiś czas temu zmarł jej mąż. Nic w Ameryce już jej nie trzymało. Ewidentnie, całkiem inna Polska (inna od tej z której wyjechała trzydzieści lat temu) jej się podobała.

Wtem, niespodziewanie pewnego, grudniowego dnia, do jej mieszkanka zapukała firma windykacyjna. Do spłaty jest jakiś kredyt. Kredyt? Przecież ciocia przez większą część życia nie miała szans wziąć kredytu w Polsce. Nie wiem, czy nawet ma dowód osobisty. Szybciej, niż to możliwe wszystko się wyjaśniło.

Ciocia wzięła w Stanach kredyt na studia córki. W przeliczeniu na złotówki około 800.000 zł. Po śmierci męża, sytuacja zrobiła się nieciekawa. Pod młotek poszedł dom. Potem, jakieś próby wiązania końca z końcem. Wreszcie pojawił się pomysł, by zniknąć z Ameryki. I stąd wielki powrót do Ojczyzny. W przekonaniu, że tutaj amerykański banki jej nie znajdzie.

Czy mam mówić, że świat jest mały? A może powtórzyć, że zamożność (w tym bezpieczna zamożność) bierze się tylko z oszczędności. Ale nie wszystko musi być logiczne.

Często odwiedzane