Udostępnij

Zjadam masę ogórków. To bardziej obżarstwo niż minimalizm. Tak będzie już zawsze. Przez te kolejne słoiki małosolnych wydaję znowu pieniądze na całkiem nieoczywiste rzeczy. Dziś o problemie: minimalizm, a bogactwo. Czyli o spirali potrzeb.

Gdy na poważnie zająłem się pieniędzmi, zmroziło mnie pewne odkrycie. Ludzie w swoich decyzjach odnośnie finansów są konsekwentnie nieracjonalni. Do bólu. Wszyscy teoretycy ekonomii mylą się od 300 lat. Najpierw o moich ulubionych ogórkach. Później o staruszku, który wysłał swój pierwszy mail w życiu. Wreszcie o dylemacie minimalizm, czy bogactwo.

Ogórki małosolne, przepis na szczęście

Moja mama robiła rewelacyjne ogórki małosolne. Zawsze, gdy ogromny słój był już zalany wodą, przebierałem nogami, by móc do niego wreszcie sięgnąć. Za każdym razem też cierpiałem. Wiedziałem, że w domu nie jestem tylko ja. Ogórków miało wystarczyć dla wszystkich (rodzice, brat, siostra).

Jak ja ich wtedy nienawidziłem(!). Zjadałem trzy ogórki i koniec. O, podły świecie. No dobra, jeszcze jeden, czwarty, ostatni.

W naszym domu ogórki robi Iza. Zjesz dwa kilogramy ogórków w dwa dni? Co to za problem. Jej małosolne są perfekcyjne. Nie musze jej nawet mówić, że o tej porze roku ogarnia mnie ogórkowe szaleństwo. Nie raz opowiada, że ogromną przyjemność sprawia jej przygotowanie tych ogórków dla mnie.

Co za sielanka! Pierwsze dni wakacji. Słój ogórków w ogrodzie, koper, chrzan i czosnek. Niebo w gębie. Co to ma wspólnego z bogactwem? Bardzo dużo. Bogactwo nierozłącznie związane jest z potrzebami oraz ich zaspokajaniem.

Potrzeby, które rodzą się na nowo

Teraz pewnie powiesz, zjadłeś 20 kg ogórków małosolnych więc zaspokoiłeś swoją potrzebę. Koniec kropka. Ale nie. Każda zaspokojona potrzeba generuje nową. Ciągle i ciągle. Nawet, tak nieoczywistą, jak w moim przypadku.

Bogaty więcej potrzebuje

Co za sielanka! Pierwsze dni wakacji. Słój ogórków w ogrodzie, koper, chrzan i czosnek. Niebo w gębie. Co to ma wspólnego z bogactwem? Bardzo dużo. Bogactwo związane jest z potrzebami oraz ich zaspokajaniem.

Iza robi mi przyjemność swoimi, niebiańskimi ogórkami małosolnymi. I to jest punkt wyjścia. Teraz ja chcę sprawić jej przyjemność. Więc zabieram się do gotowania czegoś wyjątkowego. Bez znaczenia, czy sobie to uświadamiam, czy nie. Chcę „zrewanżować” się za pyszną przekąskę.

Dlatego dziś był dorsz ze Świętą Trójcą (kto zna kuchnię cajun, wie o czym mówię). Z tego samego powodu wczoraj, pierwszy raz w życiu ślęczałem nad soczewicą z pieczarkami. A musisz wiedzieć, że soczewicą się brzydzę. Wcześniej był kurczak w zaroślach, a moja sympatia do kurczaka jest taka, jak zachwyt nad ślimakiem rozjechanym przez samochód na rozgrzanym asfalcie. Wszystko zdrowe i zgodne z dietą na której jestem od kilku tygodni (przy okazji oszczędzam, ale to też okazało się przypadkiem).

Robię to wszystko z najprostszego powodu na świecie. Moja potrzeba została zaspokojona (ogórki małosolne), więc teraz pojawia się kolejna, która jest jej konsekwencją (sprawienie przyjemności komuś innemu). Oszałamiający jest związek przyczynowo skutkowy. Każda potrzeba generuje następną. I tak bez końca.

Senior walczy z wykluczeniem cyfrowym

Pół roku temu mój ojciec (75 lat) wysłał pierwszego w życiu maila. Wcześniej nie miał potrzeby wchodzić w świat cyfrowy. Wydawało mi się nawet, że jego dom jest jedynym miejscem na świecie, gdzie ma internetu.

Aż przyszedł dzień, gdy rozpoczęliśmy intensywny kurs informatyczny dla emerytów. Zakończony pełnym sukcesem. Bo obsługa smartfona jest dziecinnie prosta. Zwłaszcza, gdy uzmysłowi się użytkownikowi w słusznym wieku, że nic tam nie można zepsuć, bo wybawieniem zawsze jest funkcja „Przywróć ustawienia fabryczne”.

  • Pierwsza potrzeba zaspokojona. W tym wypadku edukacyjna.
  • Dobrze się domyślasz, co będzie następną potrzebą, która jeszcze rok temu nawet się nie pojawiała na horyzoncie wśród gór Izerskich. Oczywiście ojciec postanowił zamienić zdezelowany smarfon, który dostał do testów na nowszy, większy, bardziej szybki model.
  • Potrzeba trzecia, wygenerowana przez pierwszą i drugą to futerał do nowego telefonu oraz karta pamięci.
  • Na czwartym miejscu potrzeb pojawił się szybki internet, który po raz pierwszy odkąd Niemcy Sudeccy zostali wypędzeni z Ziem Odzyskanych rozpromienił mój, rodzinny dom.
  • Listę zamyka najnowszy zakup (bo zaspokajanie potrzeb zazwyczaj wiąże się z wydatkami) czyli tablet, który dla seniorów jest nieoceniony. Głównie dzięki dużemu ekranowi i częstych w tym wieku ograniczeń manualnych.

W kontekście bogactwa (czy oszczędzania) kluczowe okazuje się podejście do zaspokajania potrzeb. Bo największym przekleństwem może okazać się spełnione marzenie (konsumpcyjne).

Minimalizm, a bogactwo

Suma wszystkich potrzeb, liczenie pieniędzy

Zauważyłeś, wszystko zaczęło się od bezkosztowych lekcji internetu dla seniora. Odbywały się one na używanym telefonie z odzysku. W rezultacie całoroczne koszty wynikające z zaspokojenia tej potrzeby wynoszą na dziś około 2.100 zł. I, zapewniam cię, na tym nie koniec. Ojciec pojechał na dwa tygodnie do Turcji, gdzie pojawią się wydatki z transferem danych po za terytorium Unii Europejskiej. A zaczęło się tak niewinnie.

Dlatego, w kontekście bogactwa (czy oszczędzania) kluczowe okazuje się podejście do zaspokajania potrzeb. Bo największym przekleństwem może okazać się spełnione marzenie (konsumpcyjne).

Przy okazji lekki tekst Sinana Aljewari o marketingu, który nie wiadomi, czy pomaga osiągnąć satysfakcję po zaspokojeniu potrzeby, czy generuje nowe frustracje. Z ciekawym odniesieniem do zwyczajów żywieniowych.

Globalny wyścig zbrojeń (potrzeb)

Teoretycznie jeśli coś kupuję, to ze swojej listy potrzeb usuwam tę zrealizowaną. I następną, i następną. Aż dochodzę do sytuacji, gdy pokreśloną kartkę z potrzebami wyrzucam do kosza, jako już niepotrzebną.

Tu jednak niespodzianka. Zaspokojenie jednej potrzeby nie zmniejsza ogólnego zbioru zachcianek o jeden (minus jeden). W miejsce jednego „mam” pojawia się kilka następnych „chcę mieć”.

„Przeciętny człowiek pragnie nie zaspokojenia posiadanych pragnień, lecz pragnień lepszych i większych.”
George Stigler, ekonomista (1911 – 1991)

Załóżmy, że budzisz się pewnego dnia i masz nieodparte pragnienie, by kupić ubezpieczenie na życie (przed rokiem opisałem taki przypadek, jako znak od Boga) lub samochód. Wychodzisz z domu, kupujesz i pojawiają się kolejne pomysły na wydanie pieniędzy. Im będziesz bogatszy, tym bardziej rozbudowana lista będzie powstawała.

Przed wiekami Żydzi uświadomili dobie, że człowiek nie żyje sam, jak atom. Jako podstawowy cel bogacenia stawiali sobie zaspokojenie bezpieczeństwa najbliższym. Gdy to osiągnęli, pomnażali majątek, by dbać o bezpieczeństwo sąsiadów. Gdy dotarli do tego poziomu, bogacili się z dbałości o wioskę, miasto, Naród Wybrany… Bez końca.

Minimalizm, a bogactwo

Dlatego rozumiem skąd bierze się popularność minimalizmu. Wyścig konsumpcji to istne szaleństwo. Minimaliści (zresztą identycznie, jak starożytni stoicy) przekonują: im mniej masz, tym mniej potrzebujesz. Zaspokajasz podstawowy katalog potrzeb. Koniec! Kropka! Po co się tak zarzynać i tyrać od rana do wieczora. Jest to jakiś pomysł.

Ja proponuję jednak, by czasami usiąść z kartką papieru i rozrysować odpowiedź na pytanie: A co będę musiał kupić, na co jeszcze wydać pieniądze (i ile), gdy to marzenie teraz spełnię. Szczególnie w przypadku zakupu pierwszego samochodu, włosy stają dęba.

A ty, spełnienia jakiego marzenia najbardziej się boisz?

Gorące teksty

Zazwyczaj można mnie spotkać we Wrocławiu.
Rozmawiam z ludźmi. Pokazuję wszystkie możliwości.