Udostępnij

Czy inflacja w Polsce w 2020 zniszczy mój budżet domowy? Zobacz, co dzieje się z finansami osobistymi z perspektywy spadku wartości pieniądza. Jak zachowują się oszczędności w kryzysie finansowym.

  • Od początku roku (2020) straszyły nas informacje o bardzo wysokiej inflacji. Wskaźnik ten w marcu osiągnął najwyższy poziom w Unii Europejskiej 4,6 %. I w zależności od tego, kto wygłaszał tę opinię, miało to oznaczać złą lub bardzo złą sytuację w polskiej gospodarce.
  • Później inflacja została przyduszona przez powszechne zamrożenie gospodarki. Widmo katastrofy polskich firm pociągnęło drastyczne obniżenie stóp procentowych w bankach. Przez tarczę antykryzysową, Narodowy Bank Polski wpompował na rynek 100 miliardów złotych.
  • Banki obniżyły, niemal do zera, oprocentowanie lokat. Z prostej kalkulacji można wnioskować, że każdy tysiąc złotych trzymany w banku to miesięcznie 2 złote realnej straty.

Teraz, krok po kroku, przejdziemy przez te twierdzenia. Będę starał się unikać hermetycznego języka ekonomii. Chciałbym jednak pokazać, co dzieje się z twoim budżetem osobistym pod wpływem inflacji. A wszystko to przez sytuację kryzysową w której się znaleźliśmy.

Najbardziej jednak, chciałbym namówić cię do spojrzenia na inflację od strony twojego bezpieczeństwa finansowego i twojego budżetu domowego. Wnioski wyciągnij sobie sam.

Inflacja, realny spadek wartości pieniądza, czyli jaki?

Wysoka inflacja jest zła. To jest twierdzenie z którym nikt nie dyskutuje. Im wyższa inflacja, tym kondycja gospodarki jest gorsza. Dla ludzi oznacza to między innymi uciążliwy wzrost cen i spadek poziomu życia. Jak to praktycznie działa, pokażę na najbardziej ekstremalnym przykładzie.

W ubiegłym roku (2019) inflacja w Wenezueli wynosiła 3.900 %. Gdyby mieszkaniec tego kraju na początku roku kupił pudełko jajek za (dla przykładu) 8 boliwarów, to w grudnia ta sama paczka jajek kosztowałaby już ponad 300 boliwarów.

Wenezuela lub Zimbabwe (480 %) to przykłady ekstremalnie wysokiej inflacji.

Zjawisko to dotyczy wszystkich walut narodowych. Jedną z podstawowych cech pieniądza papierowego jest to, że traci on na wartości. Zwłaszcza po oderwaniu banknotów od zapasów złota, które zostały zgromadzone w skarbcach każdego z państw (w 1971 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Richard Nixon zdecydował, że dolar amerykański nie będzie już wymieniany na złoto).

Inflacja jest zła, czy dobra?

W Polsce łatwo da się sprawdzić, ile za 100 złotych można było kupić rzeczy dziesięć lat temu, a ile – za tę samą stówę – wsadzę do koszyka w sklepie dzisiaj. Wzrost cen jest odczuwalny przez każdego z nas. I z tej perspektywy, inflacja jest złym zjawiskiem. Ale czy każda inflacja jest zła?

Tutaj dochodzimy do najważniejszej sprawy, którą próbuję pokazać na moim blogu. Żeby spojrzeć na sprawy finansów z własnej, najbardziej opłacalnej perspektywy. Wierzę w zaradność finansową każdego z nas.

Codziennie jestem bombardowany informacjami, że moje oszczędności, które trzymam w banku, tracą na wartości. Często sugeruje się, by szukać alternatywnych sposobów lokowania pieniędzy.

Wielu ludzi, idąc za tymi wskazówkami wsadziło gotówkę swoich rodzin w instrumenty finansowe obarczone większym ryzykiem niż lokaty bankowe. Inni zaciągnęli ogromne kredyty, by w celach inwestycyjnych kupić nieruchomości.

Proponuję dziś chwilę przebudzenia. Najwyższa pora, by spojrzeć, jak inflacja wpływa na budżet domowy.

Inflacja w Polsce 2020

Inflacja w Polsce 2020

Ekonomiści mówią, że galopująca inflacja jest oznaką katastrofalnej sytuacji w gospodarce. Ci sami ekonomiści mówią też, że brak inflacji świadczy o stagnacji w gospodarce. Gdy inflacji nie ma, może to być zapowiedź głębokiego kryzysu. Dlaczego niebezpieczna jest zerowa inflacja?

Cały mechanizm inflacyjny jest bardzo złożonym zjawiskiem. Teraz spróbuję te pojęcie bardzo uprościć. Zacznę od świata, który może wydawać się idealnym, gdzie nie ma inflacji.

Załóżmy, że sprzedaję jabłka, które kosztują 5 zł za kilogram. Interes kręci się bardzo dobrze. Chciałbym jednak zarobić nieco więcej. Zwiększam więc cenę jabłek o złotówkę. Okazuje się, że żaden z moich klientów nie chce już za nie zapłacić 6 zł (jestem jedynym sprzedawcą jabłek w kraju). W budżetach rodzinnych nie ma po prostu tej dodatkowej złotówki. Wtedy przestaję sprzedawać cokolwiek i muszę wrócić do starej ceny. Po roku takiej sytuacji, gdy cena jabłek wynosi 5 zł, okazuje się, że inflacja na jabłka wynosiła 0 %.

Co to oznacza dla finansów osobistych i dla całej gospodarki. W pierwszym roku możesz się cieszyć, że ceny towarów, które kupujesz nie wzrosły. Możesz też zacząć się smucić, że po roku ciężkiej pracy, twoja pensja nie wzrasta. Mimo, że na to zasłużyłeś. Twoje zarobki się nie zmieniają, bo nie zmienia się wartość towarów lub usług, które dostarczasz. Dla gospodarki oznacza to, że przestaje się rozwijać (w bardzo dużym uproszczeniu).

W tym samym czasie, gospodarki innych państw nie są w stagnacji. Rozwijają się na potęgę. Zarabiają więcej pieniędzy. Wytwarzają więcej towarów i usług. Przepaść się powiększa.

Inflacja wzrasta, koszyk inflacyjny

Każdego roku Główny Urząd Statystyczny (GUS) określa, jakie produkty i w jakim udziale uczestniczą w obliczaniu inflacji. Obowiązujący teraz (2020) koszyk inflacyjny GUS jest taki: żywność (25,24 %), alkohol i papierosy (6,25 %), odzież (4,94%), mieszkanie i energia (18,44%), koszt gospodarstwa domowego (5,8%), zdrowie (5,29%), transport (9,98%), łączność (4,54%), rekreacja (6,62%), edukacja (1,15%), restauracje (6,12%), reszta towarów i usług (5,72%).

Co to oznacza? Jeśli zaczną wzrastać ceny żywności i napojów bezalkoholowych, to ten wzrost będzie stanowił jedną czwartą (25%) koszyka inflacyjnego, który jest uwzględniany przy obliczaniu wskaźnika inflacji.

Nie oszukujmy się, najczęściej inflacja wzrasta na skutek błędnych decyzji polityków, którzy wpuszczają na rynek zbyt dużo pustego pieniądza. W efekcie, mamy więcej pieniędzy w portfelach i możemy zapłacić więcej za drożejące towary. Ale minusem tej sytuacji jest to, że za te same 100 zł z czasem mogę kupić coraz mniej rzeczy. To jest bolesny efekt inflacji.

Teraz spróbuję przenieść bardzo uproszczoną teorię o inflacji na finanse osobiste każdego z nas.

Inflacja zniszczy budżet domowy

Najbardziej powszechna sytuacja: nie mam żadnych oszczędności lub mam je na mikro poziomie.

Pierwsza myśl jest najprostsza. W przypadku, gdy nie mam oszczędności, inflacja nie jest w stanie niczego pozbawić wartości… Zapewne zauważyłeś, że to często powtarzane twierdzenie przez osoby, które konsumują całość dochodów.

„Nie oszczędzam, bo i tak wszystko zeżre inflacja. W ten sposób moi rodzice stracili oszczędności swojego życia za czasów komuny.”

Oczywiście zawsze odczuwam wzrost cen towarów i usług, ale z czasem wymuszam na pracodawcy podwyżkę. W ten sposób rekompensuje sobie przykre skutki inflacji. Mój pracodawca ma pieniądze na podwyżkę dla mnie, bo sam też podnosi ceny towarów.

Mam odłożone pieniądze w domowym budżecie awaryjnym.

Rozsądnie patrzę na funkcjonowanie gospodarstwa domowego, przygotowałem więc około 3 – 4 tysięcy złotych na ratowanie siebie lub najbliższych w nagłych kłopotach. Z założenia te pieniądze są przygotowane po to, by w razie czego, natychmiast po nie sięgnąć. Prawdopodobnie leżą w banku na nisko oprocentowanej lokacie.

Nie oszukujmy się, na dziś oznacza to, że realnie tracą na wartości (oprocentowanie lokat nie równoważy inflacji, a do tego dochodzi jeszcze podatek Belki od zysków kapitałowych, który dodatkowo pomniejsza rentowność lokaty).

Czy muszę się martwić, że w każdym miesiącu z każdego mojego tysiąca „ubywają” 2 złote wartości? Uważam, że przy tak niskim wkładzie, strata nad którą się zastanawiamy jest mało istotna. Ten fundusz jest stworzony po to, bym mógł się czuć bezpiecznie. A nie po to, by się pomnażał.

Oczywiście z biegiem lat muszę modyfikować wysokość swojego budżetu awaryjnego. Rzeczywistość pokazuje jednak, że na jego wzrost szybciej wpłynie zmiana mojego poziomu życia, niż wskaźniki inflacyjne. W tym przypadku wysokość rezerwy koryguję z bieżącego wynagrodzenia.

Poduszka finansowa wystarczy na trzy lub sześć miesięcy.

Stworzyłem fundusz, który ma zapewnić mi bezpieczne przejście przez poważny kryzys (na przykład przez cały 2020 rok) niespodziewaną utratę pracy lub inne kłopoty. Zebrane pieniądze gwarantują mi pokrycie moich podstawowych kosztów życia przez kilka miesięcy.

Tu rozsądne wydaje się ulokowanie części oszczędności w szybko dostępnej lokacie bankowej. Resztę natomiast umieszczam tam, gdzie realny zysk będzie powyżej stopy inflacji. Ale w tym przypadku najważniejsze jest bezpieczeństwo oszczędności. Tego funduszu nie mogę stracić na skutek zmian notowań giełdowych lub drastycznego spadku kursu walut.

Odłożyłem nadwyżkę finansową ponad poduszkę finansową.

Tu dążę do maksymalnego zysku wobec inflacji. Jeśli mam większą skłonność do ryzyka wybieram agresywne instrumenty finansowe. Jeśli jestem bardziej zachowawczy, koncentruję się na mniej ryzykownych rozwiązaniach.

Zasada jest prosta, im większy potencjach zysku, tym większe ryzyko straty. W każdym z tych przypadków zakładam, że zysk będzie wyższy niż stopa inflacji.

Najważniejszą sprawą i tak jest dyscyplina finansowa. Muszę trzymać się ustalenia, że jest to osobna, sztywno wydzielona część pieniędzy z mojego budżetu domowego. Jeśli nawet je stracę, to nie będzie żadnych, przykrych konsekwencji dla reszty mojego majątku lub pieniędzy mojej rodziny.

Mam pięć tysięcy złotych, jestem inwestorem

Pierwszym krokiem do frustracji finansowej jest niewłaściwa ocena sytuacji. Załóżmy, że pierwszy raz w życiu odłożyłem 5.000 zł na fundusz awaryjny. Te pieniądze umieściłem w banku.

W koło słyszę, że na skutek inflacji tracą one swoją wartość. Powodowany obawami wybieram bardziej opłacalne (a co za tym idzie, bardziej ryzykowne) rozwiązania. Na skutek niekorzystnej sytuacji rynkowej tracę część lub całość funduszu awaryjnego. A gdy nadchodzi „czarna godzina” jestem bez oszczędności.

Tutaj zawsze radzę zimną kalkulację, która zaczyna się od odpowiedzi na proste pytanie.

  • W jakim celu stworzyłem ten konkretny fundusz (rezerwę awaryjną, poduszkę finansową, fundusz na edukację dzieci, portfel emerytalny, kapitał inwestycyjno-spekulacyjny itd.). W każdym z tych przypadków jest inne podejście do inflacji, ryzyka inwestycyjnego i perspektywy zysku.
  • Wybierając konkretną inwestycję pieniędzy, odpowiedz sobie, ile możesz na niej stracić bez utraty poczucia swojego bezpieczeństwa?
  • Zawsze podchodź krytycznie do informacji o możliwości uzyskania bardzo dużego zysku przy bardzo małym (lub praktycznie zerowym) ryzyku.

Wpływ inflacji na budżet domowy

Inflacja najbardziej dotyka osoby o bardzo niskich dochodach. Tam każda podwyżka cen żywności, paliwa, czy prądu powoduje zadyszkę finansową. Te produkty stanowią większość wydatków.

Najczęściej jednak, przez prawidłową organizację finansów osobistych, można przeciwdziałać skutkom inflacji. Z biegiem czasu, krok po kroku, będą wzrastać oszczędności. Przez to wzrastać będzie też poczucie bezpieczeństwa. Ten czas poświęcony na gromadzenie pieniędzy, będzie też doskonałą okazją na poznawanie mechanizmów działania różnych rozwiązań finansowych. Niektóre z nich można nawet przetestować, by wyrobić sobie zdanie na ich temat.

Wierzę, że cały ten proces może odbywać się spokojnie, w naturalny sposób. I pokrzykiwanie różnej maści ekspertów (którzy zawsze wiedzą lepiej), że inflacja zżera budżet domowy, nie powinny wywierać żadnej presji.

Zazwyczaj można mnie spotkać we Wrocławiu.
Rozmawiam z ludźmi. Pokazuję wszystkie możliwości.