Udostępnij

Przypadkowo odkryłem skuteczny sposób, jak oszczędzać na jedzeniu. W sześć tygodni jestem na plusie 400 zł. Jem dokładnie to samo, co wcześniej. Przy okazji schudłem o 6 kilogramów. To proste rozwiązanie jest dla każdego.

Nigdy nie planowałem wprowadzać oszczędności na jedzeniu. To jedna z rzeczy, która sprawia mi ogromną przyjemność. Przy lekkiej korekcie diety, jem tak dużo, jak nigdy dotąd. Dwa drobne elementy, które wprowadziłem w życie, zupełnie przypadkowo zamieniły się w rozkoszną oszczędność. O tym dziś piszę z mojego punktu widzenia.

Przy okazji przepis na kurczaka w zaroślach (czyli potrawę przygotowaną zgodnie z moją dietą), której zdjęcie jest ilustracją do tego artykuły znajdziesz na blogu Dom z duszą.

Chłopak pyta, jak oszczędzać na jedzeniu?

Na jakiejś, facebookowej grupie pewien chłopak napisał mniej więcej tak:

„Wydaję teraz bardzo dużo na jedzenie. Jak to zmienić? Gdy byłem studentem, spokojnie wystarczyło mi w miesiącu 700 zł. Teraz oczywiście zarabiam znacznie lepiej i jem rzeczy lepszej jakości. Moje jedzenie jest też bardziej zróżnicowane. Jednak w miesiącu idzie na żywność ponad 2.000 zł. Jak to zmienić? Bo przeszkadza mi, że tak dużo przejadam.”

Łatwo przewidzieć, że pod wpisem pojawiła się setka dobrych rad. Ludzie, którzy chcieli pomóc, podzielić można na trzy główne grupy.

  • Weganie. Ci radzili, by chłopak przestał jeść wszelkie produkty odzwierzęce. Ich zdaniem, to one generują największe koszty jedzenia. W opozycji są składniki ich diety. Ponoć o wiele, wiele tańsze. Ich rada: kupuj składniki wegańskie.
  • Hiper-Marketowcy. Jak łatwo przewidzieć, oni radzili wyprawy do dyskontów, gdzie można robić jednorazowo duże zakupy. Często można też upolować mega promocje i zrobić zapas zakupów w atrakcyjnej cenie.
  • Gastronomicy. Najmniej liczna grupa z dobrymi radami. Ci wyliczali, że można za bardzo małe pieniądze żywić się w barach mlecznych. Radzili, by stołując się w sieciówkach, korzystać z kuponów rabatowych. Lub przychodzić do lokali, tuż przed ich zamknięciem i jeść za pół ceny. Dzięki temu, za te same pieniądze można kupić więcej jedzenia. Dodatkowo wszystko z darmową dolewką(!).

Ludzie, co jest z wami? Jest tylko jedna, prosta rada.

Chcesz mniej wydawać, to mniej kupuj

Nie ma prostszego sposobu, by wydawać mniej pieniędzy na jedzenie. Trzeba, po prostu mniej kupować jedzenia. Identycznie, jak w oszczędzaniu. By oszczędzać pieniądze, które się zarabia, trzeba ich mniej wydawać. Lubię prostotę, nic na to nie poradzę.

Rewolucyjna zmiana diety na wegańską może być zabójcza dla portfela. Gdy jednego dnia wyrzucisz z lodówki masło, mleko, mięso, sery i jajka, będziesz musiał przytargać ze sklepu ich roślinne zamienniki. A to oznacza robienie całkiem nowych zakupów.

Oszczędności na jedzeniu

By wydawać mniej pieniędzy na jedzenie trzeba, po prostu mniej kupować jedzenia. Identycznie, jak w oszczędzaniu. By oszczędzać pieniądze trzeba ich mniej wydawać. Lubię prostotę, nic na to nie poradzę.

Chomikując zapasy z promocji w hipermarketach, zamrażasz gotówkę, która i tak musisz wydać. W efekcie możesz wpaść w pułapkę obrzydzenia. Sam mam w szafce trzy kartony mleka, które zostały z hurtowego ładunku kupionego w promocji. Nie mogę już na mleko patrzeć. I pewnie je wyrzucę. Albo będzie trzeba zjeść cztery jogurty w ostatnim dniu ich ważności.

Jak kupować mniej jedzenia? Czyli, jak oszczędzać na jedzeniu?

Teraz dochodzę do mojego sposobu, by oszczędzać na jedzeniu. Przypomnę tylko, że takie oszczędności pojawiły się u mnie przy okazji innych działań. Nigdy ich nie planowałem.

Po wielu, wielu miesiącach dyplomatycznych zabiegów, udało się mojej Izie wysłać mnie do dietetyka. Mniejsza o to, czy podstępem, czy obietnicą słodkiej marchewki, czy groźbą… Efekt jest taki, że razem ze specjalistą usiadłem do analizy tego, co jem.

Otrzymałem zalecenia, które streszczę w głównych założeniach. Trzy razy w tygodniu po 150 gr ryby. Trzy razy w tygodniu 150 gr mięsa. Każdego dnia nie więcej niż 300 gr owoców. 6 jajek w tygodniu. Dużo strączkowych w każdej postaci oraz warzyw, ile tylko zmieści się na talerzu.

Stanąłem przed wyborem: albo będę jadł w kółko to samo, dzięki czemu zacznę wymiotować na myśl o monotonnym jedzeniu. Albo wszystko zaplanuję, by mieć zróżnicowane posiłki. Wybrałem opracowanie jadłospisu.

I to on, ostatecznie okazał się kluczem do ogromnych oszczędności na jedzeniu. Bo w planowaniu jest potęga.

Jadłospis – plan wydatków na jedzenie

Zrobiłem swój jadłospis tylko dlatego, by mieć przyjemność z jedzenia oraz by oszczędzać czas na gotowaniu (wszystko w domu gotuję samodzielnie). Całość dań opracowałem zgodnie z zaleceniami pani doktor.

Jeśli na śniadanie mam ciecierzycę z kaszą jęczmienną, oliwą i warzywami, ta sama ciecierzyca (którą wcześniej sobie ugotowałem) będzie głównym składnikiem humusu na obiad (więc nie musze jej już gotować, oszczędność czasu) z kalafiorem (którego część zostanie mi na kolację jutro) i surówką z pomidorów, cebuli, bazylii i oliwy. I jeszcze zostanie mi odrobina ciecierzycy, którą dodaję do kurczaka w zaroślach, o którym wspomniałem na samym początku. I tak dalej, i tak dalej.

W efekcie, kupujemy w sklepie tylko to, co jest potrzebne do przygotowania dań z jadłospisu. Innych rzeczy nie ma sensu kupować, bo i tak chodzę obżarty po samą kokardę. Nigdy w życiu nie jadłem tak dużo, jak teraz. Sam nie wiem dlaczego spada mi waga (-6 kilogramów).

Stanąłem przed wyborem: albo będę jadł w kółko to samo, dzięki czemu zacznę wymiotować na myśl o monotonnym jedzeniu. Albo wszystko zaplanuję, by mieć zróżnicowane posiłki.

Oszczędności na wydatkach w domu

Gdy popatrzyłem na listę zakupów przed wprowadzeniem diety, od razu widzę, że kupujemy zdecydowanie mniej rzeczy do jedzenia. Inna sprawa, że prawie nic się nie marnuje, a wcześniej wyrzucaliśmy na przykład pół bochenka chleba lub ziemniaki, które zakwitły. O klątwie jogurtu stojącego, gdzieś w rogu lodówki tydzień po terminie przydatności do spożycia, nawet nie wspomnę.

Dobry plan to klucz do oszczędności

Wcześniej nigdy nie rozumiałem, dlaczego w dyskusjach o planowaniu domowych wydatków, tak często pojawiał się postulat, by je wszystkie spisać i skatalogować. Teraz już wiem. Moje wnioski ze spisu wydatków na żywność wkrótce się tu pojawią.

Zabrałem się do tematu od drugiej strony. Czyli najpierw zaplanowałem wydatki (na podstawie zaleceń specjalisty) w oparciu o jadłospis. Czyli podstawą była całkiem inna lista potrzeb niż dotychczas. Co ciekawe, jem praktycznie to samo co wcześniej (z wyjątkiem pieczywa, które niemal całkowicie przestało istnieć). Na pewno jem o wiele bardziej wyszukane rzeczy niż wcześniej np. tatar, krewetki, wędzony szczupak, ser owczy (o rany, jaki on był dobry). Na pewno wydaję też mniej na jedzenie.

Popatrz sam, ubiegłotygodniowy zakup owczego, długodojrzewającego sera (250 gr za 11 zł) ma się nijak do wcześniejszego wyjścia do mięsnego. Ze sklepu wychodziłem wtedy z parówkami z szynki, kabanosami wieprzowymi, wędzonym bekonem, szynką z liściem oraz trzema udkami kurczaka (49 zł). Jeśli takie zakupy robiłem zazwyczaj w sobotę, to w środę znowu musiałem iść do mięsnego.

Chcesz oszczędzać na jedzeniu? Po prostu kupuj mniej! Proste, prawda…

Często odwiedzane

Zazwyczaj można mnie spotkać we Wrocławiu.
Rozmawiam z ludźmi. Pokazuję wszystkie możliwości.