Udostępnij

W trzy miesiące wzbogacić się bez wysiłku. To się dzieje naprawdę. Najprostsza sztuczka na świecie. A skuteczna, jak diabli. Historia dziewczyny, która spróbowała, by sprawdzić, czy to się uda. Dziś, rajcuje ją to. Bo pieniądze to fajna sprawa.

Pamiętam, jak dziś. Siedzieliśmy w biurze. Popychaliśmy smutne kawałki, by sprawiać wrażenie ciężko zapracowanych. Aż Baśka, bez ogródek powiedziała: „Kasa się mnie nie trzyma, wydaję wszystko, co zarabiam.”

Oszczędzanie to bzdura, gdy nie ma z czego oszczędzać

Oczywiście, wszyscy w koło mówią, że trzeba oszczędzać. Że jest to ważne dla bezpieczeństwa osobistego oraz rodziny. Ile razy pojawiała się już kwestia wyznaczania celów finansowych, osiągania kolejnych poziomów zamożności, budowania parasola i innych, podobnych bzdur. Tylko jak to zrobić, gdy przychodzi koniec miesiąca, a w portfelu widać bezmiar czarnej dziury. Wszechogarniający!

Z czego oszczędzać cwaniaku, gdy wszystko poszło na życie. Zwłaszcza, jak ma się dwójkę małych dzieci.

Skoro po wszystkich wydatkach nic ci nie zostaje na oszczędności, to może zmienić kolejność. Palnąłem bez zastanowienia. W myśl zasady, nie dziw się, że ci coś nie wychodzi, skoro robisz w kółko to samo.

Najpierw odłóż pewną kwotę, którą chcesz zaoszczędzić. Zrób to przed wszystkimi wydatkami. Przed opłaceniem czynszu i rachunków. Niektórzy określają to wyświechtanym sloganem „W pierwszej kolejności daj wypłatę sobie”. A resztę pieniędzy tak zagospodaruj, by było dobrze. Łatwo powiedzieć, prawda? To samo usłyszałem od Baśki.

Minęły trzy miesiące – stał się cud

W ostatni poniedziałek znów rozmowa zeszła na sprawę pieniędzy. „Wiesz, że zaczęłam oszczędzać”, zwierzyła się Basia. A to ciekawe? Ile uzbierałaś? „1.450 zł” – odpowiedziała.

W tej chwili, twój ulubiony pisarz mógłby napisać, a na jej twarzy zajaśniał wyraz nieopisanej dumy(!). Ale – dam słowo – że coś takiego chyba zauważyłem. Zresztą bardzo słusznie.

A ile już razy podbierałaś z tej kupki? „Ani razu, to jest zablokowane, jako oszczędności na przyszłość”.

Oszczędzaj to nie boli

Jak nazwałabyś sytuację, zanim zaczęłaś oszczędzać? „Ciągle, na wszystko, zajebi**cie brakowało mi pieniędzy.” A co się zmieniło teraz? „Ciągle, na wszystko, zajebi**cie brakuje mi pieniędzy, więc wszystko jedno. Ale mam już 1.450 zł.”

Teraz przepis, krok po kroku. Jak to się stało?

Barbara postanowiła, że w tym samym dniu w którym otrzyma na konto wypłatę, odejmie kwotę, którą chce zaoszczędzić. W jej przypadku jest to dziesięć procent z pensji. Dokładnie wyliczoną sumę przelewa na inne konto.

Do tego rachunku nie ma karty płatniczej, a wykonanie przelewu powrotnego wiąże się z opłaceniem prowizji za operację. Niby drobiazg, ale w przypadku mojej koleżanki bardzo skuteczny. Bo coś mi się wydaje, że Baśka nie lubi dzielić się swoimi pieniędzmi z bankowymi darmozjadami.

Mam kolegę, który swoje oszczędności zamienia na dolary amerykańskie. Gdy, go zapytałem, dlaczego wybrał taki właśnie sposób odpowiedział z dziecinną szczerością: „W Polsce nie mogę płacić dolarami, więc ich nie wydaję.” Też prosty i bardzo skuteczny sposób. Chodzi o zabicie w zarodku chęci skorzystania z oszczędności przy pierwszej, nadarzającej się okazji. A pokusa sprawienia sobie przyjemności jest ogromna. Co zresztą naturalne.

Co się zmieniło, gdy zaczynasz oszczędzać?

Od razu włączył mi się zmysł badawczy i pytam Basię, jak nazwałabyś sytuację, zanim zaczęłaś oszczędzać?
„Ciągle, na wszystko, zajebi**cie brakowało mi pieniędzy.”
A co się zmieniło teraz?
„Ciągle, na wszystko, zajebi**cie brakuje mi pieniędzy, więc wszystko jedno. Ale mam już 1.450 zł.” – odpowiedziała.

Z puntu widzenia bezpiecznej zamożności jej majątek zwiększył się o 1.450 zł. Z niczego. Nadal zarabia tyle ile zarabiała. W między czasie kupiła samochód i rozpoczęła budowę domu.

Jej mąż nie umarł z głodu. Opieka społeczna nie podjęła interwencji wobec zabiedzonych dzieci. Po prostu życie toczy się dalej. Z tą tylko różnicą, że moja koleżanka kupuje mniej „pierdół, bez których można się obejść.”

Liczymy pieniądze

Mam majątek wart dla przykładu 10.000 zł. W styczniu zarobiłem 2.500 i wszystko wydałem. W lutym mój majątek wynosi dokładnie tyle samo, co na początku roku. Jeśli jednak od stycznia będę odkładał 100 zł (4 proc. pensji), to na koniec roku mój majątek będzie już wynosił 11.200 zł.

W budowaniu bezpiecznej zamożności (w moim kalkulatorze online, sam możesz sprawdzić ile potrzebujesz) nie ma znaczenia ile zarabiasz. Ważne jest, ile ci z tego zostaje.
Czy każdy musi być zamożny, czyli musi oszczędzać? Oczywiście, nie każdy.
Czy z oszczędności powstaje majątek? Zawsze powstaje. To najprostsza rzecz na świecie.

Co w oszczędzaniu boli najbardziej?

Skoro jest to takie proste, to dlaczego tak niewiele osób to robi (około 20 procent z nas w Polsce ma skłonność do oszczędzania, połowa z nich cokolwiek oszczędza). Bo oszczędzanie na początku boli.

  • Rozpoczynając oszczędzanie musisz zrezygnować z drobnych przyjemności, które są na wyciągnięcie dłoni. Zazwyczaj nazywam to „przyjemnością instant”. Dostępną natychmiast. Jak zupka w kubku zalana gorącą wodą, bez gotowania. Masz kaprys (potrzebę), wyciągasz kartę płatniczą lub portfel, płacisz i już… Co za przyjemność!
  • Jak już się przemęczysz, rezygnując z drobnostek i zaoszczędzisz większą kwotę, pojawia się najgorsza z pokus. To ona najczęściej sprawia, że plan oszczędzania ląduje w śmietniku. Skoro masz sporą gotówkę, kupujesz coś droższego. Sprawiasz sobie mega przyjemności. Możesz sobie pozwolić na rzecz, na którą wcześniej po prostu nie było cię stać.

Dopiero, jak pokonasz obie bariery, stajesz się zwycięzcom. Ale – to wiedzą wszyscy, którzy oszczędzają – takie walki wewnętrzne toczysz tylko na początku. Gdy oszczędzanie stanie się twoim przyzwyczajeniem, przestajesz się tym przejmować.

Dlatego, jedni blokują pieniądze na rachunku z którego nie można go w prosty sposób wypłacić. Inny zamieniają w obcą walutę. Jeszcze inni wybierają rozwiązania, które zmuszają do regularnego oszczędzania. A dzieci oddają zaoszczędzone pieniądze rodzicom, by nie wydawać ich od razu na chipsy.

Zacznij oszczędzać, zobaczysz…

Gorące teksty