Udostępnij

Ta historia jest tak nieprawdopodobna, że nikt by jej nie wymyślił. Lekko wstrząsająca. Zwłaszcza, że wreszcie zrozumiałem, o co naprawdę w niej chodzi. A ubezpieczenie na życie jest tylko tłem.

Młoda kobieta szuka ubezpieczenia na życie. W krótkiej rozmowie opowiada swoje mroczne przeżycia. Bez koloryzowania spróbuję ją streścić.

Seria nieszczęść, pętla zdarzeń

Opowieść zaczyna się od 9-letniego syna kobiety…
„Rok temu odzyskałam syna. Teraz mieszka ze mną. Zabrali mi go, bo… ja po prostu lubię facetów. Teraz się ustatkowałam. Pół roku temu mój brat zdechł. Przychodzę do matki i ona mnie pyta – co teraz będzie? Na co jej mówię, ty pewnie też zdechniesz. No i matka zdechła. Potrzebuję ubezpieczenie, żeby coś było, gdy ja zdechnę.”

O co tu chodzi?

Zostawię sposób, w jaki nazywane są tu sprawy ostateczne. Nie oceniam. Każdy radzi sobie z tym tematem na swój sposób. Nie ma jednego dobrego. Przebieg rozmowy był jednak tak inny od zazwyczaj spotykanych, że nie dawało mi to spokoju.

Po co komuś, w takiej sytuacji, potrzebne jest ubezpieczenie na życie? Zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka wiadomo, że mamy do czynienia z osobą, która nie jest stałym klientem instytucji finansowych oferujących nowoczesne instrumenty rozproszenia ryzyka.

Olśnienie przyszło nagle

Rozgryzałem tę historię kilka dni. Głównie z powodu okoliczności. Pewnie czasami też tak masz. Zastanawiasz się dlaczego ktoś robi to, co robi. Sytuacja nie jest typowa.

Pieniądze zagwarantowane na polisie od raka, od śmierci i kalectwa nie są zawrotne. Choć to i tak pewnie wielokrotność dochodów kobiety z całego roku. Więc z jej perspektywy to kosmos. Składka plasuje się raczej w dolnym rejestrze stanów niskich. Jest taka, na jaką ją stać. Choć nawet te pieniądze można wydać znacznie bardziej przyjemnie, niż na jakieś tam ubezpieczenie.

Olśniło mnie, gdy zjeżdżałem z estakady na Gądowie. Ta kobieta nie ma już nikogo! Została sama.

Jak myślisz, z których polis najczęściej wypłacane są pieniądze? Z tych na grube miliony z astronomicznymi składkami? Czy też z tych zwyczajnych? Za niewygórowane pieniądze.

Mój przyjaciel – ubezpieczenie na życie

Moja bohaterka jest ostatnią, żyjącą osobą w całej rodzinie (nie licząc oczywiście synka, bo on do pracy jeszcze nie pójdzie). Wcześniej, w razie nieszczęścia mogła zaopiekować się nią w szpitalu matka. Był ktoś, kto pomoże pchać ciężki wózek. Będzie wspierał w leczeniu lub rehabilitacji. Dzieciaka zawsze mógł przygarnąć wujek. Wcześniej wydawało się, że jakoś to będzie.

Teraz nawet to złudzenie się rozpłynęło.
A, że los bywa często złośliwy, dobrze wyjść mu naprzeciw.

Tłuste polisy vs skromne ubezpieczenia

Jak myślisz, z których polis najczęściej wypłacane są pieniądze? Z tych na grube miliony z astronomicznymi składkami? Czy też z tych zwyczajnych? Za niewygórowane pieniądze. Na zwykłe sumy ubezpieczenia.

Prawdopodobnie dobrze zgadujesz. Z tych normalnych ubezpieczeń w większości wypłacane są pieniądze. Ludzie, których stać na bardzo drogie polisy, mają też pieniądze na lepsze leczenie, szybszą diagnostykę, na dostęp do największych, lekarskich sław. Reszta korzysta z tego, co jest w ich zasięgu.

Wiele lat temu natrafiłem w jakiejś gazecie gospodarczej na poradnik w stylu: 10 rzeczy, które musi zrobić oszczędny człowiek. Na czwartym miejscu wymienione było ubezpieczenie na życie (bez podawania nazw firm, więc tekst nie był sponsorowany :). Chodzi o to, by w razie nieszczęścia ratować swoje skromne oszczędności, a nagłe wydatki na przykład na leczenie, pokryć w inny sposób.

Tu – na moim blogu – często mówię o tym, że prawdziwa zamożność bierze się tylko z oszczędzania. Teraz dotarłem do innej strony monety. Co robić, by ratować oszczędności przed zmarnowaniem? Większość z nas ma rodziny, które nami się zajmą. Całkiem inaczej niż bohaterka historii od której wszystko się zaczęło.

Prawo autorskie do zdjęcia: verastuchelova / 123RF Zdjęcie Seryjne

Gorące teksty