Udostępnij

Pojechaliśmy na urlop do Stanów. Pięć tygodni wakacji nie miało żadnego wpływu na nasz, domowy budżet. Wydaje się, że to bezpłatny urlop. Tu nie ma cudów. Przy okazji policz, na jakie wakacje cię stać.

Urlop w rewelacyjnej Ameryce w całości zorganizowaliśmy na własną rękę. Plan był taki, wynajmujemy samochód i jedziemy od Niagary do Florydy. Po powrocie podsumowałem wszystko. Całkowity koszt (z biletami lotniczymi) wyniósł niespełna 14.000 zł. Większym szokiem było odkrycie, że wyjazd nie odbił się na moim koncie. W banku wyglądało wszystko tak, jakbym siedział przez ponad miesiąc w domu.

Niżej, dokładnie opowiem, co się stało.

Poznałem przyszłą żonę i się zaczęło

Kiedy zamieszkaliśmy razem, pewnego dnia mówię do Izy, “Odkładajmy po sześć złotych dziennie do słoika”. “Sześć złotych?? No dobra. A na co, będziemy oszczędzać?” odpowiedziała. “Nie mam pojęcia,” mówię. “Najlepiej na jakąś mega przyjemność. Żeby wydać to z przytupem.”

“OK”, powiedziała Iza. “A kiedy wyciągniemy te pieniądze ze słoika?” zapytała. “Nie wiem… może, gdy uzbieramy 20.000 zł.” Jej spojrzenie wszystko tłumaczyło. “Ale ty durny jesteś.” odparowała. I tak zaczęliśmy odkładać pieniądze do tego słoika.

Urlop w Ameryce “bezpłatny”

Pierwszy raz wyciągnęliśmy pieniądze ze słoika w kuchni, gdy jechaliśmy do Stanów na wakacje. Drugi raz opróżniliśmy skarbonkę przed kolejnym (tym razem siedmiotygodniowym) wyjazdem do Ameryki.

Uwierzysz mi, jak powiem, że w żadnym z tych przypadków, nie odczuliśmy bólu związanego z ogromnym wydatkiem? Tak, jakby urlop był w całości bezpłatny. Bo w gruncie rzeczy tak było.

Teraz możesz sobie policzyć, jaka kwota wydana na urlop nie będzie cię bolała… (kalkulator niżej)

Te 6 zł wkładane każdego dnia, było wydatkiem, który był bezbolesny. Został on w przeszłości poniesiony i oboje się z nim pogodziliśmy. Do tego, codzienne obciążenie w takiej wysokości, nie robi żadnego wrażenia. Reszta była już tylko kwestią czasu. Który mieliśmy za darmo.

Urlop jest jak kiełbasa

Nie wmawiaj sobie, że urlop jest inwestycją w siebie. Nie powtarzaj za biurami podróży, że wyjazd jest niezbędny dla zwiększenia twojej produktywności. Uważam, że to wielka ściema, która ma nakłonić tylko do wydawania pieniędzy, których zazwyczaj nie ma.

Wydatki na urlop, wyjazd na narty, wycieczkę wzdłuż Amazonki i podobne, to czysta konsumpcja. Znam ludzi, którzy biorą pożyczkę w Providencie, by przygotować wyżerkę na święta. Spotkałem też kilka osób biorących kredyt konsumpcyjny na wakacje lub ferie zimowe. Czy to ma sens? Nie oceniam. Czy to się opłaca? Nigdy!

Na jaki urlop mnie stać (kalkulator)

“Odkładajmy po sześć złotych dziennie do słoika”. “Sześć złotych?? No dobra. A na co, będziemy oszczędzać?” odpowiedziała. “Nie mam pojęcia,” mówię. “Najlepiej na jakąś mega przyjemność. Żeby wydać to z przytupem.”

Skoro wyjazd wypoczynkowy niczym nie różni się od zakupu 200 gramów szynki, to w czym problem? No właśnie tu dochodzimy do sedna sprawy. Wyjazd na tydzień do Dubaju lub urlop na Teneryfie kosztuje 100 lub nawet 500 razy więcej od zakupów w osiedlowym sklepie. Taki, jednorazowy wydatek zawsze robi spustoszenie w portfelu. Chyba, że się na to wcześniej przygotuję.

Na jaki urlop mnie stać?

Bez problemu wiesz, czy stać cię na telewizor za 7.000 zł. Nawet przy zakupie samochodu, bezbłędnie określasz pułap w którym się znajdujesz. Wiadomo, o jakim autku marzysz. Wiadomo też, gdzie i jakiego pojazdu będziesz szukał. A, jak to jest z urlopem?

Teoria mówi, że wypoczynek należy traktować, dokładnie tak samo, jak inne wydatki konsumpcyjne. Najważniejszą zaletą urlopu jest to, że można go z dużym wyprzedzeniem zaplanować. To nie jest lodówka, która właśnie wysiadła i trzeba natychmiast biec do sklepu po nową.

Jeśli odkładasz na przyjemności (w tym urlop, wakacje, wyjazd w góry, wycieczkę po winnicach we Francji) sprawa jest od początku jasna. Dokładasz jeszcze np. 1000 zł z bieżącej pensji, pakujesz się i ruszasz. Proste, prawda?

A jeśli nie odkładam na urlop?

Jeśli rodzinny bilans jest dodatni, czyli zarabiasz więcej niż wydajesz, ciągle masz szansę na urlop. Musisz jednak pieniądze gromadzone na inny cel przeznaczyć na dwutygodniowy wyjazd. Po prostu rezygnujesz z jednego marzenia (szkółka konna dla dziecka, nowy telefon, czy zajęcia zumby) i przesuwasz pieniądze na wakacje.

Taka operacja zawsze boli. Zumba może poczekać do następnego sezonu, to fakt. Jeśli jednak rezygnujesz z kursów photoshopa, dzięki którym możesz znaleźć lepiej płatną pracę… Czy to jest warte kilku drinków z palemką wypitych nad basenem na Krecie? Hmm, no nie wiem.

Niebezpieczna pułapka rozkoszy instant

Rozmawiałem z dziewczyną, która rozsądnie odkłada 10 procent swoich zarobków na emeryturę. Co roku, w lipcu likwiduje całą lokatę, by polecieć na Kubę, do Turcji, czy gdzieś tam jeszcze. I tak od kilku lat.

Zapytałem: “A co będzie, gdy już przejdziesz na tą emeryturę?” “Daj spokój, to będzie za tyle lat, że nawet nie wiem, czy dożyję. Trzeba się cieszyć życiem” – odpowiedziała.

Ja nazywam to szczęściem instant. Dostępnym natychmiast, bez gotowania. To przekleństwo naszych czasów. Chcę coś teraz, sięgam po to i już mam. Kosztami będę się martwił później. Bo koszty są zawsze.

A jeśli dziś przeżrę wszystkie oszczędności przeznaczone na zdrowie. Załóżmy też, że nie mam ubezpieczenia… po powrocie z urlopu zachoruję i nie pójdę do roboty przez pół roku. To co wtedy? Wykorzystywania oszczędności z parasola na czystą przyjemność, to już zwykła głupota.

Ale, i tak najbardziej interesuje mnie, co ci wyszło z obliczeń. Na jaki urlop cię stać?
Ciekawym doświadczeniem będzie, gdy te obliczenia najpierw wykonasz ty, a później (niezależnie) twój partner lub partnerka. Porównajcie swoje wyniki. Ciekawe do jakich wniosków dojdziecie.

Gorące teksty

Zazwyczaj można mnie spotkać we Wrocławiu.
Rozmawiam z ludźmi. Pokazuję wszystkie możliwości.