Udostępnij

Ciągle w biegu. Mam tyle na głowie. Ubezpieczenie, nie zając. Zapisuję na końcu listy spraw do załatwienia. Aż wreszcie się decyduje. Przecież każdy powinien mieć jakieś ubezpieczenie na życie – prawda? A tu bęc! Nic z tego. Przeraźliwie przykra historia. Jak w jednej chwili można znaleźć się w czarnej(…) rozpaczy.

Przed rokiem Anna /* zaczęła szukać ubezpieczenia na życie dla siebie oraz męża. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała. Jednak jej mama zachorowała na raka. Leczenie i wizyty u lekarza kosztowały majątek, około 35 tysięcy euro. Pogrzeb i kremacja to kolejnych 9 tysięcy. Do dziś Anna spłaca kredyt, który wzięli w banku, by ratować mamę.

Dawno, dawno temu, czyli przed rokiem

Dlatego pojawił się pomysł, by samemu się ubezpieczyć. W razie czego, będą pieniądze na leczenie. A w przypadku porażki kuracji, ubezpieczenie spłaci długi i już.

Anna z mężem pracują za granicą. W Polsce pojawiają się od czasu do czasu. Zawsze kiedy wracają do domu jest tyle spraw do załatwienia. Normalne. A ponadto, jak masz już chwilę wolnego, to przecież nie zmarnujesz jej na jakieś tam spotkania z agentem ubezpieczeniowym.
Mnie to nie dziwi. Takie jest życie.

Tu i teraz, czyli po roku

Po roku nagle zdecydowali się na spotkanie i rozmowę o ubezpieczeniu z agentem. Tu wielkie zaskoczenie. Annie nikt w Polsce nie sprzeda już polisy na życie. Chwilę temu usłyszała diagnozę, że ma nowotwór. Zdecydowali więc, że tylko mąż będzie miał polisę.

Fundusz zdrowia w kraju, gdzie pracują, stwierdził, że nie ma sensu już wydawać publicznych pieniędzy na leczenie Anny. Otrzymała więc odmowę rozpoczęcia kolejnych procedur medycznych. W Polsce oboje nie podlegają pod NFZ, więc nie przysługuje im bezpłatne leczenie.

Mąż Anny poszedł do właściciela firmy. Opowiedział, jak wygląda sprawa i poprosił o podwyżkę. Ten bez wahania… obniżył mu pensję, bo w związku z chorobą żony nie będzie już tak dyspozycyjny, jak dotychczas.

Ubezpieczenie Nowotwory Wrocław

Annie nikt w Polsce nie sprzeda już polisy na życie. Chwilę temu usłyszała diagnozę, że ma nowotwór. Dlatego zdecydowali, że tylko mąż będzie miał polisę.

Ubezpieczenie, ubezpieczenie i po ubezpieczeniu

Spotkaliśmy się w sobotę. Pytam Annę, czy przed rokiem, gdy pierwszy raz zaczęła rozglądać się za ubezpieczeniem na życie, wiedziała już, że jest chora, albo coś podejrzewała?

Nigdy w życiu. Była zdrową, energiczną osobą. Pełną chęci do walki i przełamywania każdej przeciwności losu. Nawet przez myśl nie przeszło jej, że w ciągu dwunastu miesięcy możne znaleźć się w takiej sytuacji, jak dziś.

„Teraz muszę tylko ubezpieczyć męża, bo jak jemu coś się stanie, to nie będziemy mieli żadnych pieniędzy. Tylko wziąć sznurek,” dodała na koniec spotkania Anna.

Na zakończenie, zamiast morału

Okropnie smutna historia. Bezsilność i beznadziejność sytuacji jest obezwładniająca.
Uważam, że spotykamy różnych ludzi i nawiązujemy relacje w jakimś celu. Zawsze coś z tego wynika…

Zapytałem żonę, co może wynikać z mojego spotkania z Anną?
Ja nie wiem. Najwyżej mogę tę historię opisać tu na blogu.
„I tak nikt nie uwierzy, że to prawdziwa historia,” podsumowała te rozterki moja żona.
.
Tradycyjnie na końcu powiem: Jeśli masz pomysł na jakieś ubezpieczenie, porozmawiaj z agentem, któremu ufasz. On podpowie lub znajdzie najlepszą opcję.

/* imię bohaterki tekstu zmieniłem dla jej bezpieczeństwa

Prawo autorskie do zdjęcia: stockbroker / 123RF Zdjęcie Seryjne.

Gorące teksty