Udostępnij

Na początek kawał. Nie związany z ubezpieczeniami na życie i oszczędnościami. A potem kilka słów ze spotkania z Holendrem. Z holenderską pensją łatwo mu dawać rady. Tak się wydaje.

Pierwsza zasada wystąpień publicznych mówi, że opowiadanie kawałów, to bardzo ryzykowana sprawa. Ale piszę tu różne rzeczy więc, co mi szkodzi.

Francuz, Holender i Polak w samolocie

Nad oceanem samolot do Nowego Jorku ma awarię. Okazuje się, że jest zbyt ciężki. Ktoś musi z niego wyskoczyć, by uratować resztę pasażerów. Stewardessa podchodzi więc do Francuza i mówi, że teraz jest taka światowa moda, że ktoś musi wyskoczyć z samolotu. Więc ten wstaje i siup.

Samolot ciągle jest zbyt ciężki. Więc mówi Holendrowi, że dla oszczędności ktoś musi wyskoczyć do oceanu. Więc ten hop.

Samolot nadal szwankuje. Stewardessa podchodzi do Polaka i mówi mu w czym jest problem. A on odpowiada: „Weź się kobieto puknij w głowę. Nie ma takiej opcji.” Na co stewardessa odpowiada: „Wiedziałam, kapitan mówił, że pan nie wyskoczy.” A Polak: „Jak to? Ja nie wyskoczę!?”

Holender oszczędny ale nie skąpy

Natrafiłem przypadkiem na Holendra, który rozwodził się nad najsłynniejszą cechą tego narodu, czyli oszczędnością. W ekonomicznych raportach mieszkańcy Holandii okupują czołowe miejsca pod względem oszczędzania pieniędzy w Europie. Są też liderami w ubezpieczaniu się, ale to temat na inny tekst. Wydaje się, że oszczędzają tam wszyscy. I biedni (bo muszą), i bogaci (bo to kwintesencja ich bogactwa).

Zbyt proste byłoby przypisywani holenderskiej oszczędności tylko historycznym przyzwyczajeniom i tradycji. Choć faktycznie, przed wiekami, protestancka Holandia zaczęła się szybko bogacić, gdy cnotą stało się zarabianie pieniędzy połączone ze skrajną wstrzemięźliwością w ich wydawaniu. Majątek miał służyć potrzebującym z najbliższego otoczenia oraz do… pomnażania majątku. Bogactwo pochodziło z ciężkiej pracy i błogosławieństwa boskiego.

Zasada jest prost, zresztą w myśl najprostszej teorii oszczędzania. Dziś rezygnujesz z konsumpcji i odkładasz pieniądze, na rzecz konsumpcji w przyszłości.

Oszczędzają na wszystkim

Gregor wspomina, że w każdym holenderskim domu jest skrobaczka. Dzięki prostemu narzędziu można wyskrobać ze słoika lub tubki resztki majonezu, nutelli czy konfitur. Jak to wygląda, zobacz w tekście Gregora: Oszczędność czy skąpstwo?

Zasada jest prost, zresztą w myśl najprostszej teorii oszczędzania. Dziś rezygnujesz z konsumpcji i odkładasz pieniądze, na rzecz konsumpcji w przyszłości.

Bogaci mogą oszczędzać

Oczywiście na skłonność do oszczędzania wpływ ma między innymi poziom zamożności. U Holendrów widać jednak, że tam pieniądze odkłada niemal każdy. Nie ważne ile. Ważne, że systematycznie. Mniej zamożni odkładają małe kwoty. Bogaci większe. Ale cała tajemnica tkwi w regularnym odkładaniu.

Najpierw wydzielają z portfela (konta) ustaloną kwotę, która trafia do puli oszczędnościowej (10, 50, 2oo euro), która jest nie do ruszenia. Resztę natomiast rozdzielają na domowe lub osobiste wydatki. I tak co miesiąc. Nie ma, że boli. W myśl reguły oszczędzania – oszczędzasz tylko to, czego nie wydasz.

Zobacz, jak to odwraca sposób myślenia. Musisz się zmieścić w kwocie, jaka ci została do dyspozycji. Trochę inaczej, gdy najpierw wydajesz, a potem – to co zostanie (jeśli zostanie) odkładasz na później.

Na co są te pieniądze odkładane, to już całkiem inna historia.

Praktyczny i oszczędny

Kiedyś, gdy czytałem Millenium, sagę Stiega Larssona, której akcja toczy się w Skandynawii, dziwiłem się, że tam w domach kawa podawana jest w termosach. Domyślasz się, dlaczego?

Przygotowanie jednorazowo większej ilości napoju lub jedzenia, pochłania mniej energii niż, każdorazowe rozgrzewanie sprzętów kuchennych, ich zmywanie itd. Co to za oszczędność, zapytasz? Niech będzie złotówka dziennie. W ciągu roku daje to 365 zł.

Oblicza się, że podczas polskich świąt na stole ląduje żywność trzy razy droższa niż w holenderskim domu. Trzy razy droższa. Ale – i tu ciekawostka – Holendrzy wydają na święta chyba najwięcej w Europie (tuż za Brytyjczykami). Tylko, że Holendrzy płacą za świąteczne wycieczki, klimatyczne hotele, zabiegi SPA, prezenty i inne takie. Co im zostaje po świętach, gdy statystyczny Polak zmaga się z niestrawnością oraz gazami?

Holenderski przykład

Czytałem fajny wywiad z Sandrą Roelofs, żoną byłego prezydenta Gruzji (Rzeczpospolita 3.02.2012). Z pochodzenia Holenderka uważa, że w kwestii pieniędzy Gruzini chcą mieć wszystko od razu. Nawet, jak im brakuje gotówki, muszą na kredyt kupić najlepszy samochód.

Jej zdaniem Holendrzy są bardziej praktyczni. Najpierw oszczędzają, a potem robią większe zakupy. „Są cierpliwi. Wierzą, że z każdego grosza urośnie duża suma,” mówi o Holendrach Sandra Roelofs.

Tak myślałem. Holender mówił mi, że i tak nie zaczniesz oszczędzać…

Gorące teksty