Udostępnij

Widzisz w sklepie dziewczynę, która kradnie perfumy lub ciuchy. Co robisz? Nic. Przecież to nie twoja sprawa. Jak myślisz, kto płaci za takich cwaniaczków? Policzymy pieniądze.

30 sekund

Pieniądze zacząłem liczyć wczoraj, po wizycie w Lidlu. Przy kasie pewien gość dopytywał, kiedy znowu będzie taka fajna promocja, jak przed rokiem. Pamiętasz masowe ruszenie narodu w 2016 roku. Kupowali towar, na parkingu przed sklepem wyciągali go z pudełek, a opakowania zanosili do kasy, by odzyskać pieniądze za towar, który im ponoć nie pasował. Gdy Lidl się połapał, że dochodzi do nadużyć na masową skalę, wycofał się z promocji „Kupuj sprytnie i tanio”.

Teraz najważniejsza sprawa, kto zapłacił za tę masę towarów wyniesionych do domów przez setki cwaniaków w Polsce? Zanim policzę pieniądze idziemy do innego sklepu.

Darmowe ciuchy z galerii

Rozmawiałem z dziewczyną, która zarządza markowym sklepem odzieżowym w Galerii Handlowej. W tej branży zasada jest prosta. Im bardziej popularna marka, tym większa część towaru narażona jest na sklepową kradzież. Przyjmuje się, że łupem złodziejaszków pada od 10 do nawet 20 procent wystawionych ciuchów.

Ubezpieczenie i oszczędzanie

Można przyjąć, że za sklepowych złodziei płacą firmy ze swojego zysku. Można też przypuszczać, że za straty zapłacą uczciwi klienci.


Zazwyczaj towar jest ubezpieczony, to prawda. Przeważnie stosowana jest jednak zasada udziału własnego właściciela sklepu w szkodzie (bez wnikania w nudne detale, chodzi o franszyze integralną lub redukcyjną). Gdyby złodzieje wynieśli cały sklep, lub gdyby salon spłonął, firma ubezpieczeniowa wypłaci ustaloną kwotę. W przypadku drobnych kradzieży – na przykład do 5 tysięcy złotych miesięcznie – sklep pokrywa stratę z własnej kieszeni.
No właśnie, czy z własnej? To już za chwilę zobaczysz.

Liczymy złodziejskie nasienie

Na chwilę przyjmijmy, że prowadzisz sklep. Masz towar, który kupiłeś za 100 zł. Zamierzasz na nim zarobić 20 procent. Więc cenę sukienek, które wykładasz na półki wyniesie 120 zł. Przy dziesięciu sukienkach obrót powinien wynieść 1.200 zł. Ale zaraz… wiesz przecież, że jedną z tych dziesięciu sukienek ci ukradną(!). Więc nie zarobisz tego, co zakładałeś, bo z własnej kieszeni musisz pokryć stratę. Albo…
Po prostu dodajesz około dziesięciu złotych do ceny każdej sukienki. Wtedy koszt skardzonego towaru (stratę) pokryją uczciwi klienci. Nie zarobisz, to prawda. Ale też nie stracisz.
Możesz też zatrudnić ochroniarzy, którzy będą stać przy każdym z wieszaków. Wtedy w cenę sukienek wrzucasz ich wynagrodzenie. I tak cena ciuszka leci do 170 zł.

Kto płaci za cwaniaków?

Oczywiście można przyjąć, że za cwaniaków, którzy nieuczciwie wykorzystują akcje promocyjne lub wychodzą ze sklepu ubrani w trzy podprowadzone swetry, płacą firmy. Pomniejszając tym samym swój zysk.
Można też przypuszczać, że zysk firmy zostanie nietknięty. Bo za straty zapłacą klienci kupujący inne towary.
Sam wiesz, którą z opcji wybrałbyś w swojej firmie.
Czy dalej uważasz, że widząc takiego cwaniaczka, to nie twój problem?

Często odwiedzane