Udostępnij

Ubezpieczenie na życie, to nie jest fanaberia. Polisa ma załatwić konkretne sprawy. Zazwyczaj ważne dla kogoś, kto się na nią decyduje. Przykłady z życia wzięte. Czyli początek cyklu o tym, jak myślą inni.

Przed miesiącem pisałem, że ubezpieczenie na życie ma do spełnienia konkretne funkcję. Dokładnie tak samo, jak nowy smartfon. Telefon kupujemy głównie, by mieć kontakt ze światem. Przy okazji jednak chcemy przeglądać sieć, korzystać z mediów społecznościowych, miło spędzać czas przy grach, czy wreszcie zaznaczyć, że jesteśmy na topie (kupując najmodniejszy w tym sezonie model telefonu). Jeśli oczekiwanego zadania nie spełnia upatrzone urządzenie, po prostu go nie kupimy.

O głównych powodach zakupu ubezpieczenia na życie możesz przeczytać też w moim tekście: Ubezpieczenie na życie, po co mi ono potrzebne?

Nie potrzebujesz polisy, nie kupuj

Dokładnie tak samo jest (lub powinno być) z ubezpieczeniami. Po co komuś polisa na życie, jeśli nie czuje potrzeby, by ją posiadać. Ma inny pomysł na krytyczną sytuację lub nie zależy mu na tym, co po nim zostanie.

Każdy ma prawo do własnej drogi życiowej i nie będę tutaj oceniał indywidualnych wyborów.

Ja wierzę w ubezpieczenia, bo wiem, że przydają się częściej niż nam się wydaje. Każdego dnia spotykam też ludzi, którzy mają podobny pogląd jak ja. W tym cyklu (bo to odsłona #1) opisuję niektóre z motywów, jakimi kierują się ludzie przy zakupie ubezpieczenia na życie.

Pieniądze na adwokata

Pewien, niemłody już przedsiębiorca, postanowił kupić polisę na życie. Ubezpieczenie ma być w gotowości do chwili przejścia przez niego na emeryturę. Tak to sobie zaplanował.

Suma ubezpieczenia na jaką potrzebował ochrony wynosi dokładnie 68.000 zł. Skąd taka kwota? Mężczyzna obliczył, że tyle będzie kosztowała obsługa prawna spraw spadkowych, gdyby przed czasem przyszło mu zakończyć wędrówkę.

Chce, by żona przejęła cały majątek bez tracenia wspólnych pieniędzy na adwokatów, notariuszy i sądowe przepychanki w przypadku śmierci mężczyzny. Te wydatki, które czasami pojawiają się w postępowaniu spadkowym, zostaną pokryte z polisy na życie.

Polisa na życie, po co. Wrocław.

Ubezpieczenie na życie ma do spełnienia konkretne zadanie. To nie jest fanaberia dla samego posiadania dokumentu.

Sam jak palec

Kolejny z powodów zakupu polisy opowiem na przykładzie bardzo młodego chłopaka. 24-latek nie ma stałej partnerki, dzieci, kredytów i innych zobowiązań. Przez głowę nie przechodzi mu nawet myśl o polisie na życie. Bo niby komu i po co, miałby zostawiać grube tysiące. Trudno odmówić mu logiki.

Jednak inna sprawa nieco go niepokoi. Co prawda, od czasu do czasu bywa w różnych związkach, ale – jak sam to określa – nie są to „sytuacje na całe życie”. Uświadomił sobie, że gdyby ciężko zachorował lub miał wypadek w wyniku którego stanie się niedołężny, będzie zdany sam na siebie.

Dlatego szukał ubezpieczenia w przypadku niezdolności do samodzielnej egzystencji. W tym przypadku obliczył, że ochrona powinna wynosić 700.000 zł, co zapewni mu profesjonalną opiekę na kilka lat. Oczywiście w razie, gdyby spotkało go nieszczęście.

Podróż do domu

Na dziś opis motywacji ubezpieczeniowych kończę historią pewnej emerytki. Pani dwa razy w roku jeździ do Włoch. Po pierwsze odwiedza córkę. Po drugie pracuje tam (mniejsza o to, co robi).

Starsza pani potrzebuje polisę na 40.000 zł na tak długi czas, jak to tylko możliwe. Ważne, by ochrona zadziałała w każdym przypadku (czy to w wypadku, czy na skutek śmierci wskutek choroby).

Bez ogródek emerytka mówi, że po prostu nie życzy sobie, być pochowaną we Włoszech. Dlatego, w razie czego, polisa ma sfinansować jej ostatnią podróż do Wrocławia, gdzie ma spocząć w rodzinnym grobowcu.

Najpierw po co? Potem jak?

Pamiętaj, polisa na życie ma do spełnienia konkretne zadanie. To nie jest fanaberia dla samego posiadania dokumentu. Najpierw określasz, co jest dla ciebie ważne, a potem szukasz takiego rozwiązania ochronnego, które pozwoli spełnić ten cel.

Często odwiedzane