Udostępnij

Spotkałem kobietę, której historia mnie zmroziła. Nie wiem, jak jej życie wyglądałoby gdybyśmy spotkali się wcześniej. I nie chodzi tylko o ubezpieczenie od nowotworów. Z całego serca życzę jej zdrowia. Zasługuje na wszystko, co najlepsze.

30 sekund

Załóżmy, że ma na imię Anna (imię zmieniam, by czuła się bezpiecznie). Mieszka w małej wsi w samym środku Dolnego Śląska. Samotnie wychowuje synka. Akurat, gdy się spotkaliśmy, mały miał grypę i nie poszedł do szkoły. Burza czarnych włosów i wibrujące spojrzenie chłopca, który ciekawy jest świata. Jak wszyscy jego koledzy w tym wieku. Odkleił się od mamy i pozwolił nam chwilę porozmawiać, dopiero gdy dałem mu tableta, na którym przewijał zdjęcia z pinterest.

Nowotwór spadł z nieba, jak grom

Bolesny guz pojawił się u Anny tuż po 34 urodzinach. Niby wcześniej coś czuła podczas kąpieli, ale nie przywiązywała do tego większej uwagi. Wizyta w przychodni, kolejne spotkania z lekarzami i twarde lądowanie na szpitalnym oddziale. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Teraz jest po amputacji piersi czeka jeszcze na dwie serie chemii. To w szpitalu, koleżanki podsunęły Annie pomysł, by czegoś poszukać.

Ubezpieczenie nowotwory, poważne zachorowania

Osoba, która już zachorowała, nie ma szansy na ubezpieczenie nowotworowe. Problem może być nawet ze zwykłą polisą na życie.

Jak spali się dom, to dostaniesz polisę od pożaru?

Bolesna rzeczywistość jest taka, że gdy już przytrafi się nieszczęście, ubezpieczyciel nie podejmie ryzyka ochrony. Przyjmuje się, że w Polsce co czwarta osoba będzie miała nowotwór (bardzo upraszczając sprawę). Oznacza to, że z całej populacji zdrowych Polaków 25 procent będzie miało mniejsze lub większe problemy onkologiczne. Raz, dwa, trzy, cztery – bach, diagnoza.

Na podstawie statystyk w każdej grupie wiekowej, firmy ubezpieczeniowe obliczają, jakie jest ryzyko, że trzeba będzie wypłacić pieniądze z powodu choroby nowotworowej. Wiadomo, z wiekiem ryzyko zachorowania wzrasta. Ale obliczenia te dotyczą zdrowych ludzi(!).

Osoba, która już zachorowała, nie ma szansy na ubezpieczenie nowotworowe. Często na taką polisę nie mogą nawet liczyć osoby, które w przeszłości wygrały walkę z chorobą.

Jestem zdrowa, nie potrzebuję ubezpieczenia na nowotwory

Słyszę to tak często, że przestałem już liczyć. Człowieku otrząśnij się. Kto będzie chciał cię ubezpieczyć, gdy już będzie straszna diagnoza?

Zapłacisz dwie dychy składki, a następnego dnia zgłosisz się do firmy ubezpieczeniowej po wypłatę 100.000 zł? I towarzystwo ochoczo przeleje całą kwotę na twoje konto? Bez sprawdzania, czy nie było już choroby w chwili zawierania ubezpieczenia?

Przecież na zdrowy rozsądek, w takiej sytuacji ryzyko, że trzeba będzie wypłacić pieniądze wynosi 100 procent. A więc składka powinna wynosić 100.000 zł. Bo firmy ubezpieczeniowe nie drukują pieniędzy, a jedynie zbierają składki wśród swoich członków, gromadzą je w wielkim worze i wypłacają świadczenia tym którzy mieli większego pecha niż pozostali.

Wbrew pozorom, firmy asekuracyjne, które nie przeprowadzają wstępnych ankiet medycznych, mają identyczną politykę. Ale to temat na osobny wpis.

A co z ubezpieczeniem na życie?

Jest katalog przypadków w których nie podejmuje się nawet rozmowy na temat zwykłej polisy na życie. Jedną z takich sytuacji jest trwające leczenie onkologiczne. Oczywiście związane jest to z ryzykiem wypłaty pieniędzy w przypadku śmierci.

W wielu firmach ubezpieczeniowych wniosek o polisę na życie odrzucany jest nawet po pięciu latach od zakończonego sukcesem leczenia. Zależy to od kalkulacji firmy, rodzaju nowotworów, wieku człowieka i wielu innych czynników. Spotkałem pewną firmę, która rekonwalescentom podnosi składkę na polisę życiową automatycznie o ponad 200 procent(!), jeszcze przed rozpatrzeniem wniosku o udzielenie ochrony ubezpieczeniowej. A i tak potem okazuje się, że polisa pełna jest wyłączeń odpowiedzialności.

Pani Anno, trzymam kciuki, żeby wszystko ułożyło się zgodnie z planami. Dużo zdrowia życzę. Za rok też trzeba posadzić bratki przed domem…

Gorące teksty