Udostępnij

W sobotę pytam moją Izę, wymień dwie korzyści z posiadania żony? Odparowała w tej samej chwili: po pierwsze masz wyprane, po drugie nie musisz za wszystko płacić sam, czyli masz oszczędności. Idę tym tropem. Na pewno ci się przyda.

Za tydzień mamy rocznicę ślubu. Zupełnie przypadkiem zebrało mi się na podsumowanie. Zaczęło się od niewinnego pytania, które rzuciłem dla żartu. Potem wsadziłem te wszystkie lata do Excela. Moja Iza zasłużyła na jubileusz na mega petardzie. Ale nic jej nie mów(!). Z punktu widzenia finansów osobistych, w czasie naszego związku zyskałem 165.000 zł. Pokarz mi inną, tak opłacalną lokatę! Ale po kolei.

Singiel wydaje więcej

Z finansowego punktu widzenia singiel ma przechlapane. Po pierwsze, wszystkie wydatki są tylko na jego głowie. Po drugie, prawie zawsze płaci więcej.

Gdy rozmawiam z ludźmi o pieniądzach, często porównuję związek (rodzinę) do spółki lub przedsiębiorstwa. Wszystko wydaje się wtedy nieco prostsze. Tu znowu zastosuję te uproszczenie.

Prowadzisz jednoosobową firmę (gospodarstwo domowe). Dysponujesz dokładnie określonymi zasobami, czyli swoim dochodem. Masz też stałe koszty. Mieszkanie, dojazdy, wyżywienie, edukacja, hobby, sprzęt RTV, leczenie, koszty reprezentacyjne itd. Na ich pokrycie zarabiasz sam. To czy korzystasz z danej rzeczy lub usługi zależy tylko od ciebie. Ale, z drugiej strony, tylko ty musisz zadbać o pieniądze potrzebne na zaspokojenie tych potrzeb.

Po co ludzie łączą się w stada?

Jesteśmy istotami stadnymi nie tylko dla naszego kaprysu. To uwarunkowanie ewolucyjne, niezbędne dla przetrwania. W plemieniu łatwiej było polować na mamuty. Potem mniej uciążliwa była uprawa ziemi i hodowla owiec. Wreszcie łatwiejsza była opieka nad potomstwem oraz rozmnażanie bogactwa domowego. W razie nieszczęścia pojawiało się też naturalne wsparcie ze strony partnera (rodziny). I tak dalej, i tak dalej.

Starożytni Gracy słowem ekonomia (oikos oraz nomos) określali sposoby efektywnego zarządzania gospodarstwem domowym. A, że Grecy mieli specyficzny punkt widzenia, gospodarstwo domowe istniało dla nich tylko w kontekście związku dwojga ludzi. Reszta była już tylko konsekwencją tego, że w wolnym czasie oddawali się oni mimowolnemu uprawianiu, wielopokoleniowej prokreacji. O cudownym wpływie życia w związku na zdrowie, nawet nie wspominam.

Całkiem przy okazji pojawiało się bogactwo. Co jest tematem na osobny tekst na LiczPieniadze.pl.

Korzyści z bycia w związku

Nie trzeba mieć doktoratu z ekonomii, by stwierdzić, że dwie (lub więcej) osoby mogą zarobić więcej niż jedna osoba. Widać to wyraźnie w firmie. To jest filozoficzna dyskusja, która mieliśmy ostatnio w biurze. Czy lepiej dodawać, czy też mnożyć dochody?

Zysk z działalności kilku osób w firmie (rodzinie) należy już traktować jako mnożenie, a nie tylko dodawanie. Część stałych kosztów, jak na przykład wynajem biura, licencja na oprogramowanie czy samochód służbowy obciąża w ułamku każdego z nich, a nie tylko jednego właściciela firmy. Przy okazji każdy z nich, przez swoją pracę, przynosi z osobna dochód, który – nie dość, że pokrywa koszty – to jeszcze daje im poczucie godziwego wynagrodzenia.

Dokładnie tak samo jest w związku.

Singiel za wszystko płaci sam

Największym przekleństwem osoby żyjącej samotniestałe koszty. Za mieszkanie zawsze będzie musiał płacić sam. Dobra, zaraz ktoś się odezwie, że zwolennik „atomowego życia” potrzebuje kawalerkę (45 m2), która kosztuje mniej niż 68-metrowe mieszkanie. Ale matematyka jest tu bezlitosna. Utrzymanie mieszkania większego o 1/3 jest droższe tylko o 1/5 od rachunków za mniejsze gniazdko. Jeśli rozłoży się to na dwie, zarabiające osoby, wychodzi niebanalna oszczędność.

Teraz żywność. Tu singiel liczący pieniądze znowu jest w plecy. Nawet zakładając model idealny, że kupuje dokładnie tyle ile potrzebuje i nic nie marnuje z najprostszego powodu na świecie, że ten żółty ser kupiony w piątek już mu się znudził i zzieleniał w lodówce. Więc zakładając model idealny, przygotowanie posiłków kosztuje go więcej, bo pochłania niemal tyle samo kosztów, co przygotowanie dania dla dwóch osób.

Przy okazji pojawia się inny koszt. Całkiem oczywisty. Osoba, która żyje samotnie, musi wszystko przygotować samodzielnie. Dzieje się to kosztem wolnego czasu. A tu pojawia się atrakcyjna alternatywa, czyli jedzenie na mieście. To jednak podwaja lub nawet potraja koszt żywności wobec domowego przygotowania posiłku.

Pieniądze i oszczędzanie w związku

Zysk z działalności kilku osób w firmie (rodzinie) należy już traktować jako mnożenie, a nie tylko dodawanie. Część kosztów, jak na przykład wynajem biura, licencja na oprogramowanie czy samochód służbowy obciąża w ułamku każdego z nich, a nie tylko jednego właściciela firmy.

Hobby i życie na poziomie

Czy ktoś próbował wykupić wyjazd na wczasy w Grecji w pojedynkę? Biura podróży mają specjalną taryfę dla singli. Muszą oni zapłacić więcej za taki pobyt niż para (cena w przeliczeniu na osobę). Samotnik wyrównuje „stratę” biura turystycznego liczoną przy wykupieniu jednego miejsca w hotelu oferującym podwójne miejscówki. Do tego dochodzi mniejszy zysk na posiłkach i usługach dodatkowych. Często też drugie miejsce w czarterowanym samolocie zostaje niewykupione.

Spróbuj na własną rękę wynająć pokój jednoosobowy w hotelu. Zawsze się zdziwisz, że nie płacisz połowy ceny za dwóję. Przemysł turystyczny rządzi się swoimi prawami.

Singiel ciągle też jest – jak to nazywam – na żerowisku. Zdecydowanie częściej niż pary, wychodzi do klubów, dyskotek, czy innych miejsc, gdzie pojawiają się potencjalni partnerzy. Znacznie wyższe są też jego koszty reprezentacyjne przy tej okazji. Ale tego tłumaczyć już chyba nie muszę.

Jeżdżę dużo na rowerze. Iza zresztą też. To ona mnie zaraziła rowerem. Gdy jedziemy na cały dzień rowerowej eskapady po Izerach, koszt wyprawy rozkłada się na dwie osoby. Singiel za taką atrakcje musi zapłacić sam.

Złotówka przechodzi niżej

Przemiła konsultantka z salonu Plusa opowiadał mi ostatnio o pewnej prawidłowości. Po nowe telefony przychodzą tam często pary. Bez znaczenia, czy formalne, czy nieformalne. Ważne, że ludzie żyją razem. W siedmiu na dziesięć takich przypadków dzieje się rzecz zdumiewająca, która jest istotna z perspektywy liczenia pieniędzy. On bierze nowy telefon. Ona dostaje w spadku jego stary aparat.

Co to oznacza? Że para, raz na dwa lata wydaje pieniądze na nowy telefon. Rewelacyjna oszczędność.

Jeśli dodasz do tego połowę kosztu za domowy internet, netfixa, drukarkę czy dysk w chmurze… Wychodzą realne oszczędności. A tylko z oszczędności bierze się zamożność. Singiel musi te wszystkie wydatki ponosić z własnej kieszeni.

Nie załamuj się. Żyjąc samotnie też możesz stać się bogaty. Musisz tylko zmienić podejście do pieniędzy. Ale o tym, przy następnej okazji.

Na koniec liczę pieniądze

Od początku mojej znajomości z Izą, a później małżeństwa podsumowałem najważniejsze wydatki. Później przyjąłem hipotetyczny parametr dla moich kosztów, gdybym żył samotnie. Odjąłem koszty, których na pewno by nie było, gdyby nie małżeństwo. Z takiej plątaniny formuł w Excelu wychodzi mi, że przez 14 lat zaoszczędziłem 165.000 zł.

Dobrze, że do czegoś konkretnego przydaje się małżonek.

Często odwiedzane