Udostępnij

Twoje dziecko zbiera drobne w skarbonce? To dobrze, być może uratuje ci kiedyś życie. Historia z poniedziałku, która mną poruszyła. Aż trudno uwierzyć, że wydarzyło się to naprawdę. A ubezpieczenie na życie jest w tle opowieści.

30 sekund


W pewnym miasteczku, wśród pól i lasów żyła sobie pewna rodzina. Nie byli ani biedni, ani bogaci. Po prostu mieli tyle pieniędzy, by wygodnie żyć. Ojciec uczył dzieci zdrowego podejścia do pieniędzy. Matka zajmowała się domem w którym nic się nie marnowało.

Oszczędzanie, żelazna zasada w rodzinie

Podstawowa zasada rodziny mówiła, jeśli chcesz coś sobie kupić, musisz na to zapracować. Każda przyjemność, którą wymarzyli sobie nastolatkowie, okupiona była mniejszym lub większym wysiłkiem. Zazwyczaj dziecko musiało skrupulatnie odkładać kieszonkowe do skarbonki. Dopiero, gdy uzbierała się cała, potrzebna kwota maluch mógł pójść do sklepu.

Kilkanaście late temu moja bohaterka zbierała na przepiękne buty. Co tydzień w skarbonce lądowały drobniaki, bo widok cudownych trzewiczków na horyzoncie był bardzo atrakcyjny. Wysiłek musiał się opłacić.

Jeden zakręt zmienia wszystko

Pewnego dnia ojciec wracał po pracy do domu. Na zakręcie coś poszło inaczej niż zazwyczaj. Trzask gniecionych blach. Huk rozlatujących się szyb. Mężczyzna w stanie ciężkim trafia do szpitala we Wrocławiu. To jest ponad sto kilometrów do domu. Rozpoczyna się mordercza walka o każdy oddech. Lekarze nic nie obiecują, ale udaje im się osiągnąć nieosiągalne.

W jednej chwili cała rodzina znajduje się w sytuacji, która przytrafia się innym, ale nigdy nie dotyczy nas.

Zaczęło się gorączkowe przeszukiwanie całego domu, by znaleźć pieniądze. Być może zostawione w zimowym płaszczu. Być może leżą zapomniane na dnie jakiejś szuflady.

Złotówka znaleziona przy ławce, to majątek

Skromne oszczędności wyparowały w ciągu kilku pierwszych dni leczenia mężczyzny. Do banku nie było sensu już zaglądać. Zaczęło się więc gorączkowe przeszukiwanie całego domu, by znaleźć pieniądze. Być może zostawione w zimowym płaszczu. Być może leżą zapomniane na dnie jakiejś szuflady.

Złotówka znaleziona przy ławce w parku, podczas powrotu ze szkoły do domu, traktowana był jak dar losu. Pieniędzy zaczęło brakować już nawet na wizyty w szpitalu.

Dziecięce marzenia się spełniają

Czasami można natknąć się na listy doświadczonych przez życie dzieciaków. Proszą Świętego Mikołaja o zdrowie lub pracę dla rodzica. Wzruszające, prawda?

Regularne wizyty żony we wrocławskim szpitalu stały się kosztownym luksusem. Zwłaszcza, że nie było z czego za przejazdy zapłacić. Wtedy na scenę wkracza moja bohaterka.

Przychodzi do mamy ze swoją dziecięcą skarbonką. Pieniądze zbierane na wymarzone buty wystarczyły na cały miesiąc przejazdów do Wrocławia. Niby drobiazg? Ale w tamtym czasie i w tamtej rzeczywistości gigantyczne poświęcenie.

Historia kończy się szczęśliwie. Wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Morał bez moralizowania

Zarabiasz przyzwoite pieniądze. Każdego dnia ciężko pracujesz, bo przecież najbliżsi liczą na ciebie. Pewnie myślisz o życiu jak 90 procent ludzi podobnych do ciebie. Jeszcze jest czas. Nie zamierzam chorować, a co dopiero umierać. Faktem jest to, że ludzie w moim wieku jeszcze nie umierają. Prawdopodobnie masz rację.

Moja bohaterka – zresztą tak, jak teraz jej ojciec – uważa, że nie stać jej na to, by nie mieć ubezpieczenia. Ale to jej punkt widzenia, prawda?

Często odwiedzane

Zazwyczaj można mnie spotkać we Wrocławiu.
Rozmawiam z ludźmi. Pokazuję wszystkie możliwości.