Udostępnij

Już wiem, kto przyjdzie po wasze pieniądze. To będzie pierwszy wpis na blogu, gdy nie będę się wymądrzał. Opowiem historię, którą usłyszałem od koleżanki. Bez względu na to, co później będzie się działo…

To jest historia, którą trochę mnie… jak to kulturalnie powiedzieć(?) Ta historia, lekko mnie zdenerwowała (JPD). Bo ludzie to jednak zdumiewający gatunek. Co gorsza, już drugi raz spotykam się z taką sytuacją. O ranny, coraz więcej ludzi tak myśli.

Prosta historia o pieniądzach

Ten popularny teraz w internecie robal, co wyłazi z czekoladek, jest w tym porównaniu, pożytecznym pasożytem. Wiecie dlaczego. Bo zeżre tylko tyle ile potrzebuje do życia i rozmnażania. Po co mu więcej?

Moja koleżanka zajmuje się ubezpieczeniami. Pojechała do pewnego małżeństwa. Oboje po trzydzieści kilka lat. Jedno dziecko. Domek. Za płotem kawałek działki rolniczej z możliwością przekwalifikowania na budowlaną. Przyzwoity mająteczek – jak to mawiali za czasów Bolesława Prusa.

Niżej ciąg dalszy tekstu. Wcześniej możesz też obejrzeć najnowszy odcinek mojego vLoga na YT:

Nie planuje umierać

Więc zaczęli rozmawiać o tych ubezpieczeniach. Od razu wiadomo, że mąż nie potrzebuje żadnego ubezpieczenia na życie. Bez niego, żona sobie doskonale poradzi. A po za tym nie planuje umierać. No i bardzo dobrze. Sprawa jest jasna. Idziemy dalej.

„A ma pan jakieś oszczędności?” pyta moja koleżanka.
„Nie nic nie mam,” odpowiada mąż. „Wszystko co zarabiamy, od razu wydajemy.” OK…
„A, gdyby pan zachorował, za co będzie się pan leczył?”
Chwila ciszy.
„Na moje leczenie żona zorganizuje zbiórkę w internecie. Bez problemu zbierzemy całą kwotę.”

Już wiecie, kto pewnego dnia przyjdzie po wasze oszczędności?

Sam decydujesz, sam ponosisz konsekwencje

Od razu też przypominałem sobie, czy to podcast, czy to film na youtube sprzed dwóch lat. Pewien znany w Ameryce pastor opowiadał o swoim koledze po fachu – innym pastorze. Ten drugi był charyzmatycznym mówcą. Potrafił na stadionie zebrać kilka tysięcy ludzi. Bez problemu. Swoje dzieło nawracania opierał na całkowitym oddaniu się Bogu.

Mówił na przykład tak: każdy, kto się ubezpiecza, grzeszy, bo wątpi w moc Boga. Nie wierzy, że Stwórca go ochroni przed nieszczęściem.

Aż pewnego dnia pastor ów zachorował na raka. I co się zaczęło dziać? W parafiach, jak Ameryka długa i szeroka, oczywiście zaczęły się masowe zbiórki pieniędzy na jego leczenie.

5 procent (tylko 5 procent) swojego dochodu odkładaj, by w nagłej sytuacji, komuś pomóc. Albo po prostu pomóc sobie.

Wnioski z cudzych błędów

Co na to ten pierwszy kaznodzieja? Ten który opowiadał całą historię. Że to skrajna nieodpowiedzialność. Ludzi, którzy często przez całe życie odkładali swoje pieniądze, by mieć je na leczenie. Siebie lub kogoś ze swojej rodziny. Ci wszyscy ludzie pozbywają się pieniędzy, które za chwilę mogą im uratować życie. Swoje oszczędności przekazują dla faceta, który wcześniej nie zadbał o siebie i swoją rodzinę.

Ten pastor ma wyrobione zdanie na temat podobnych zbiórek pieniędzy dla ludzi, którzy mają gdzieś swoje bezpieczeństwo finansowe.

Mądre planowanie finansów osobistych

Nie chcesz się ubezpieczać. To się nie ubezpieczaj. Nie chcesz oszczędzać dla siebie na leczenie. To nie oszczędzaj. Twoja sprawa. To co się stanie później też jest twoją sprawą. Nie moją.

Chcesz pomocy – OK. Wcześniej pokaż mi tylko, jak sobie sam pomogłeś? A może wystarczy sprzedać mieszkanie w którym mieszkasz z dziećmi… Masz mieszkanie, prawda?

Ci którzy znają się na finansach osobistych lepiej ode mnie, mówią jednym głosem. 5 procent (tylko 5 procent) swojego dochodu odkładaj, by w nagłej sytuacji, komuś pomóc. Albo po prostu pomóc sobie.

Bez względu na to, ile zarabiacie. Czy klepiecie biedę, czy po prostu martwicie się pustym portfelem. Każdy jest w stanie odłożyć tych kilka groszy. To podstawa, każdej istoty myślącej. Troska o innych doprowadziła nas z jaskini do miejsca w którym teraz jesteśmy.

Możecie spotkać na swojej drodze kogoś, kto ma bardziej przechlapane niż wy. I to po całości. A możecie go spotkać w swojej rodzinie, w autobusie, w parafii, na osiedlu, czy w sklepie przed biurem. Bo jednego dnia, jakiś dziadeczek poprosi, czy możecie mu kupić 200 gramów wątróbki drobiowej. Całkowity koszt pomocy humanitarnej 2 zł(!). Wiem co mówię.