Udostępnij

Można się koncertowo władować. Zakładasz spółkę z najlepszym kumplem. Kasa płynie strumieniem. Bierzesz ubezpieczenie wspólnika w spółce. On umiera, a ty chcesz sobie palnąć w łeb. Historia o pazerności.

To historia z poważnymi konsekwencjami. Ku przestrodze opowiem tym, którzy marzą o założeniu spółki z najlepszym przyjacielem. I nie chodzi o to, że nie można wierzyć ludziom. Można, a nawet trzeba, bo inaczej zwariujesz.

Jeśli jednak w grę wchodzą duże pieniądze, wszystko dwa razy sprawdzaj.

Kumple zakładają fabrykę

Wszystko zaczynało się wraz z nowym, polskim kapitalizmem. Dwójka przyjaciół postanowiła robić razem interesy. Najpierw handlowali wszystkim, czym popadnie. Gdy odłożyli trochę grosza, poszli na całość.

Na południu regionu dwaj kuple wybudowali małą fabryczkę słodyczy. Metodą prób i błędów rozbudowali biznes do – całkiem pokaźnej – fabryki czekolady.

Zakładamy spółkę

Panowie założyli spółkę cywilną. Nie będę tu rozpisywał o tej, specyficznej formie organizacji firmy, bo zajmie to więcej miejsca niż to teraz warte (jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, to po prostu się odezwij). Wystarczy powiedzieć, że wspólnicy odpowiadają za wszystkie działania firmy własnym majątkiem.

Jeśli jeden popełni błąd i spółka popłynie finansowo, ten drugi będzie musiał pokryć długi. Choćby miał nawet sprzedać dom, psa i oddać do komisu wszystkich domowników.

Dwaj przyjaciele od fabryki czekolady, działali jednak bardzo rozsądnie. Firma rosła jak na drożdżach. Przybywało nowych maszyn. Wraz z nowymi kontraktami, majątek spółki się powiększał.

Czas pozbyć się ryzyka – ubezpieczenie na życie wspólnika

Przyszedł wreszcie czas, by poukładać wszystkie sprawy w spółce. Przyjaciele wspólnie doszli do porozumienia, że kupią sobie ubezpieczenie na życie. Zgodnie z ideą, w razie śmierci jednego wspólnika, ten drugi miał otrzymać pieniądze z polisy i spłacić w całości rodzinę przyjaciela. Bez konieczności zamykania firmy, sprzedaży maszyn, zwalniania ludzi itd. Standardowa procedura.

Temat jest trochę bardziej zwiły, ale mechanizm mniej więcej tak wygląda.

Jak kumple postanowili, tak zrobili. Każdy z nich miał ubezpieczenie na życie na 600.000 zł.

firma-ubezpieczenie-wspólnik

Wspólnicy spółki cywilnej odpowiadają za wszystkie działania firmy własnym majątkiem. Jeśli jeden popełni błąd, ten drugi będzie musiał pokryć długi. Choćby miał nawet sprzedać dom, psa i oddać do komisu wszystkich domowników.

Choroba wspólnika i szybki finał

Jakiś czas później jeden ze wspólników się pochorował. Tak się złożyło, że był to ten, który załatwiał wszystkie sprawy z polisami. Nie było szans na wyzdrowienie. Niestety zmarł.

Po przykrych uroczystościach, jego przyjaciel poszedł do firmy ubezpieczeniowej po pieniądze z ubezpieczenia na życie przyjaciela. A tu niespodzianka. Świadczenie zostało już wypłacone! Wszystkie pieniądze, całe 600.000 zł, otrzymała żona zmarłego wspólnika.

Będąc już w szpitalu, przyjaciel wykreślił z polisy kumpla z którym prowadził fabrykę czekolady. W jego miejsce wpisał swoją żonę. Ta miała otrzymać 100 procent świadczenia w razie śmierci. I zgodnie z jego wolą tak też zrobiło Towarzystwo Ubezpieczeniowe.

Trzeba spłacić rodzinę wspólnika

Nie minęło dużo czasu, gdy do fabryki czekolady przyszła wdowa po wspólniku. Zdecydowanie poprosiła o wypłatę połowy wartości firmy, która jej się należy w spadku po mężu. Nie chciała stać się nową wspólniczką w firmie. Nie interesowały ją inne propozycje. Jedyne o co prosiła, to 600.000 zł za połowę spółki, którą tworzył jej zmarły mąż.

Jak myślisz, czy pomogło tłumaczenie, że przecież dostała wypłatę z ubezpieczenia na życie. Że polisa pokrywa całość zobowiązań.

Dziś fabryki czekolady już nie ma. Zbankrutowała. Przedsiębiorca spłacił żonę wspólnika. Wziął garstkę tego, co zostało i wycofał się na zawsze z biznesu.

Duże pieniądze, duża ostrożność

Co tu się stało? Jeden ze wspólników – bez uzgodnienia z przyjacielem – wykreślił uposażonego. Tym samym partner biznesowy stracił prawo do pieniędzy z polisy.

Od początku wszystko zostało niefortunnie wprowadzone w życie. Można było wybrać inne ubezpieczenie. Można było inaczej skonstruować jego kształt. Niby detale, ale decydują o wszystkim.

Dlatego powtarzam, wybierając ubezpieczenie na życie, zawsze rozmawiaj z agentem do którego masz zaufanie. Choć w tym przypadku pośrednik zrobił wszystko zgodnie z regułami sztuki. Pełen profesjonalizm. Zawiodła zbytnia wiara w drugiego człowieka, w przyjaciela.

Często odwiedzane

Zazwyczaj można mnie spotkać we Wrocławiu.
Rozmawiam z ludźmi. Pokazuję wszystkie możliwości.
Pieniędzmi zajmuję się zawodowo.